List Drugi
Miłości Mojego Życia,
Twoja dusza taka piękna, widzę Ciebie przez jej pryzmat. Chociaż jeszcze nie jestem pewna, jak wyglądasz, to już wiem, że Twoja dusza jest częścią mojej. Widzę w niej swoje światło i odbicie. To ona mnie przyciąga do Ciebie każdego dnia.
Jak skorpion na pustyni zainfekowałeś mnie i wiem, że nie ma innej drogi, jak ta do Ciebie. Zainfekowaliśmy się nawzajem jeszcze nim zeszliśmy na ten świat. I nie ma innej drogi, jak ta prowadząca w nasze ramiona. Nawet jeśli wydaje się być szokująca, trudna, wyboista. Nawet jeśli dokładnie taka będzie, to właśnie dokładnie taka być powinna. Droga jest częścią celu. Nie będziemy w stanie go zidentyfikować, jeśli nie przejdziemy przez właściwą ścieżkę. Musimy swoje przecierpieć, aby się dostrzec. Aby się na siebie otworzyć. Aby się do siebie dostroić. Musimy swoje odrobić, aby się zauważyć i docenić.
To, co teraz czuję podważa wszystkie moje wartości, czy raczej przekonania. Mój świat się zmienia. Wiem, że stoję przed czymś wielkiem i tak mocno, jak tego pragnę, tak równie mocno się tego boję. Do tej pory wszystko było proste. Zakochiwałam się i biegłam, jak w dym. Teraz dotyka mnie uczucie wyjątkowo trudne i piękne. Inne niż wszystkie. Czy to właśnie Ty?
Tak bardzo nie chciałabym się pomylić, ponownie sparzyć, połamać serca i duszy. A jeszcze bardziej nie chciałabym tego wyrządzić Tobie. Tak bardzo nie chciałabym zboczyć z właściwiej ścieżki i zabłądzić. Tak bardzo nie chciałabym czegoś opóźnić ani przegapić.
Stan zakochania to zawsze była dla mnie nadzwyczajna lekkość. Beztroska. Cukierki i róż. Dawałam się porwać, jak dziecko w wesołym miasteczku. A teraz czuję się, jakbym stała u bram tego wesołego miasteczka, wszystko kusiło mnie i wciągało, tylko, że ja się boje zrobić krok do przodu. Stoję nieruchomo, mając nogi jakby z betonu. Oczy chcą, serce się wyrywa, ale mam założoną kamienną kotwicę. Bo mam zaprogramowany złośliwy kod, że gdy tylko przekroczy się tę bramę, słodycz szybko zamienia się w truciznę. Że to tylko złudzenie.
Jak jest tym razem Kochanie? Czy to znów tylko złudzenie? Manipulacja? A może to właśnie Ty tam na mnie czekasz z naręczem czerwonych róż? Czekasz cierpliwie, by mnie chwycić za rękę, bezpiecznie przeprowadzić i już nigdy nie pozwolić na zatrucie?
Moje życie się zmienia. Jestem u progu kolejnego cyklu. Dostrzegłam to, że moje życie od ukończenia pierwszego roku składa się z sześcioletnich cykli. Pierwsze trzy lata to euforia tego nowego i wchodzenie na szczyt. Kolejne trzy to zejście i przygotowywanie się na następny etap i nowy cykl. Każdy nowy cykl startuje od kwietnia, miesiąca moich urodzin, równo co sześć lat, począwszy od ukończenia pierwszego roku życia. O dziwo, dopiero wtedy. Jakbym wcześniej jeszcze nie istniała. Pamiętam moje pierwsze urodziny. To pierwsze obrazy w mojej głowie z tego życia. Być może od tego momentu dopiero tutaj zeszłam?
Gdy to sobie uświadomiłam, znów pełno kawałków poskładało mi się w całość. Za około pół roku skończę trzydzieści siedem lat i będzie to początek nowego cyklu. Czuję, że bardzo przełomowego. Czy będziesz wtedy ze mną?
Bądź proszę ze mną, Kochanie.
Chwyć mnie mocno za rękę i nigdy nie puszczaj.
Być może już się znamy, a być może jeszcze nie, ale wiem, że na pewno się kochamy.
Do zobaczenia!
A.
2 komentarze
Heglowska_dialektyka
Gdy wspomniałaś o skorpionie, przyszła mi do głowy afrykańska przypowieść o skorpionie i żabie (niektórzy twierdzą, że o żółwiu). I o jego naturze.
Anna Dolatowska
Hm, nie miałam o niej pojęcia pisząc to. Teraz oczywiście doczytałam i faktycznie to może dawać do myślenia w tym kontekście. Z drugiej strony największym stereotypem, czy też mitem o skorpionach jest to, że to nie są wodne stworzenia 😉 I wtedy nieźle nam się zmienia definicja tej natury z przypowieści oraz jej znaczenie.