List Trzeci
Miłości Mojego Życia,
nie wiem, czy jestem w ogóle zdolna do tego, by kochać i by dać się pokochać. Przepełnia mnie nieufność oraz setki rozmaitych blokad wywołanych przez tylko złe doświadczenia w tym obszarze życia. Wątpię, czy to o czym tak bardzo marzę jest w ogóle realne. Podobno wszystko, co nam przyjdzie do głowy musi być prędzej czy później możliwe do urzeczywistnienia. Ale, co jeśli Ty i wyjątkowa więź między nami, którą tak sobie mocno wizualizuję od lat, mieszka w na tyle odległej czasoprzestrzeni, że będzie mogła zaistnieć dopiero za kilka wcieleń?
Czuję, że się zużywam, że moje ciało traci piękno i energię. Że się po prostu starzeję i że nie zdążę w pełni się nacieszyć tym szczęściem, które być może jednak jest mi dane z Tobą przeżyć w tym wcieleniu. Sama nie wiem, czy chciałabym Cię w ogóle poznać, jeśli miałoby to nastąpić tak późno. To by było bardzo bolesne spotkać Cię ze świadomością, że wielu rzeczy już nie zdążymy razem doświadczyć. To tak, jakby wejść do restauracji na ostatnie pół godziny przed zamknięciem – coś się zdąży przez ten czas zjeść, ale zabraknie czasu, atmosfery, entuzjazmu oraz sił, by się tym daniem delektować na tyle, na ile ono zasługuje. Wówczas mniejszym złem jest po prostu dalej głodować i zaczekać na nowy dzień. Na nowe życie.
Obawiam się, że dopadło mnie coś. Od trzech lat cierpię na dziwne bóle głowy. Tylko jednej strony głowy. Bóle się nasilają i zagęszczają. Myślałam, że to po prostu migrena, ale neurolog nie jest w stanie jej jednoznacznie stwierdzić. Coś mu się nie podoba. Potrzebuję rezonansu z angiografią. Już na dniach powinnam się dowiedzieć, co to takiego. Krąży mi myśl, że w mojej głowie zamieszkał jakiś nieproszony chochlik. Być może zatem do tej odległej czasoprzestrzeni jest mi bliżej niż się wydaje.
Jednego jestem pewna – kiedyś się spotkamy.
Przez pewien czas podejrzewałam, że to Ty jesteś Chłopakiem z Pustyni, lecz nagle ogarnęło mnie coś, co poczułam we wszystkich swoich warstwach, że nie. Że to nie Ty. Jest to ważna, czy może nawet bardzo ważna dla mnie Dusza i moje z nią doświadczenie oraz lekcja, ale to nie Ty.
Idę dalej, nastrojona inną, lepszą wibracją, na którą wbiłam właśnie dzięki Chłopakowi z Pustyni. A może to taki Twój giermek, którego zadaniem, było nakierowanie mnie na Ciebie? Nie, źle to brzmi. Lepiej może Posłaniec? Jeśli tak zatem jest i jeśli prawdą jest to, że posłaniec jest wiarygodnym reprezentantem tego, którego reprezentuje, to mogę być spokojna, że jesteś dokładnie tym człowiekiem, którego potrzebuję. Człowiekiem, który kieruje się sercem.
Mało nas, wiesz? Tak trudno się odnaleźć w gąszczu tych uśpionych i zaślepionych. Oni są na froncie, na piedestałach. Głośno krzyczą, jaskrawo i rażąco się wybijają, wymyślają nowe normy. Sprawiają, że my, ci wrażliwi, siedzimy cicho. Chowamy się po kątach i jaskiniach. Milczymy. Tłuką nam, że jesteśmy nienormalni. Że potrzebujemy terapii i faktycznie jej potrzebujemy, by między nimi jakoś egzystować. A ja jeszcze jestem z tych, co wolą swoje rany wylizać samotnie. Jak kot, który spada na cztery łapy, a potem się kryje gdzieś w ciemnym zaułku i przetwarza oraz przeczekuje swój ból. Czy Ty też gdzieś tam mruczysz i pojękujesz tak, aby nikt nie słyszał? Czy może starasz się zrozumieć, że nowa norma to też jest jakaś norma?
Żyjemy na najbardziej gęstej i najtrudniejszej planecie. A w tej gęstości jeszcze gąszcz tych, co mówią najwięcej i którym w słowo wejść nie idzie. Być może nie dane nam będzie się odnaleźć w tym wcieleniu. Biorę to pod uwagę. Mimo jednak wszystko – do zobaczenia Kochanie! Bo wiem, że gdzieś i kiedyś to w końcu nastąpi.
A.