Pancerz
Jestem w żałobie. W żałobie po miłości, której nikt nie rozumiał i nikt nigdy by nie zrozumiał. A przynajmniej nikt w tym świecie. Cierpię i nie wierzę, że pozwoliłam sobie, by z tego zrezygnować. Czy się poddałam? Nie. Zrobiłam to, by chronić tego, którego pokochałam. Przed okrutnością świata, w którym żyję. Czasami prawdziwa miłość to zdolność do rezygnacji z jej spełnienia.
Nie zmienia to faktu, że cierpię. Taki mój los, że cierpienie z miłości jest mi pisane. Pancerz obrósł w kolejną warstwę.
Warstwa Pierwsza
Gimnazjum. Chłopak z równoległej klasy, choć rok starszy, bo musiał kiedyś powtarzać. Hiphopowiec z blokowiska. Miał kolczyk w uchu. Popalał papierosy w zaułku szkolnego parku. Śledziłam go, chodziłam za nim, jak cień. Biegałam po mieście. Próbowałam zostać zauważona. A nie byłam. Bolało okrutnie. Ale miałam szpilki i ostry cyrkiel, którymi rysowałam po przedramionach. To dawało mi ulgę. To bolało dużo mniej. Raz jednak mi powiedział „ale masz zajebistą spódnicę”. O mało się nie udławiłam ze szczęścia. Nic poza tym aczkolwiek. W końcu, po upływie niemal roku zrozumiałam, że należy odpuścić. Jednak zostało po tym dziecko – moje pierwsze opowiadanie, które doceniła moja ówczesna polonistka. Tak bardzo mnie to podniosło. Ona we mnie uwierzyła. Gdy po latach napisałam i wydałam pierwszą powieść, chciałam jej ją wręczyć osobiście z dedykacją, lecz dowiedziałam się, że ona od kilku lat nie żyje. To ciągle boli.
Warstwa Druga
Przez całe liceum nie zakochałam się w nikim jakoś mocno. Podobał mi się przez pewien czas kolega z klasy, ale to nie było nawet w połowie tak silne, co wtedy w gimnazjum. Dopiero pod koniec, gdy zaczęły się osiemnastki, na jednej takiej imprezie poznałam kogoś. Kolejny chłopak z „niższego sortu”. Chodził do technikum, był z rozbitej rodziny, gdzie był też alkohol. Biednej rodziny. Ale to pierwszy chłopak, z którym zaiskrzyło tak wzajemnie, tak od pierwszego wejrzenia. I pierwszego tańca. Pierwszy pocałunek, dotyk, trzymanie się za ręce. Pierwsze, wszystko takie pierwsze. Blondyn z niebieskimi oczami spod znaku bliźniąt. Energiczny, z poczuciem humoru i pięknym uśmiechem. Rok starszy. Raz przyszedł do domu. Oblany chłodem mojej rodziny. Wyszedł i już nigdy nie wrócił. Nie wiedziałam, co się stało. Myślałam, że jestem nie wystarczająco dobra. Nic nie rozumiałam. Po latach dowiedziałam się, że poszedł na studia i odnosi ogromne sukcesy w sporcie. Został sławnym w okolicy bliższej i dalszej biegaczem. Pobiegł ze zniczem olimpijskim nawet.
Warstwa trzecia
Zaczepił mnie w tramwaju, gdy wracałam z uczelni jeden kolega z roku. Fajny był, ale jako kolega. Ja jednak spodobałam mu się w większym stopniu. Nie wiem czemu, ale zgodziłam się z nim chodzić. Tylko dlatego, że on mnie chciał. Zabrał mnie na osiemnastkę siostry. Bardzo mu zależało być z kimś. A potem, kiedy ja już się zaangażowałam bardziej, stwierdził, że jestem zbyt kontrolująca. Zarzucał mi rzeczy, których nie rozumiałam. I zerwał nagle.
Warstwa czwarta
Długo potem nie czekał kolejny kolega z roku. Ja znów myślałam, że to tylko miły kolega. Kręcił się wokół mnie coraz częściej. Dobrze się z nim rozmawiało. Widziałam w nim, jakby młodszego brata, bo młodo wyglądał i był jeszcze bardzo niedojrzały. Kompletnie nie podobał mi się, jako mężczyzna. Jeszcze mniej niż poprzedni. Mimo to, zgodziłam się z nim chodzić. Sama nie wiem, dlaczego. Szybko wyznał mi miłość, a między wykładami zdarzało nam się wymykać do mieszkania jego babci, by pobyć sam na sam. Doszło do pierwszych cielesnych doświadczeń, ale nie do pełnego stosunku. On strasznie się bał ciąży, więc polecił mi tabletki, zanim w ogóle zrobimy to po raz pierwszy. Po raz pierwszy z tego powodu poszłam do ginekologa. I od razu dostałam kubeł zimnej wody. Wykryto dużą torbiel na jajniku. Potrzebowałam operacji. Właśnie ukończyłam pierwszy rok studiów, nadeszły wakacje i miałam wyznaczony termin zabiegu. Liczyłam na jego wsparcie. Lecz on w tym dniu miał zaplanowany wyjazd z mamą i młodszą siostrą nad morze. No i pojechał, a mnie pokroili. Zerwałam z nim bezpowrotnie.
Warstwa piąta
Minęło nieco więcej czasu, który absolutnie poświęciłam nauce. Zarywałam noce przed komputerem pisząc kod i starając się zrozumieć zawiłe algorytmy grafowe. Stałam się stereotypowym studentem informatyki. Noce, komputer, gry na konsoli. To było moje całe życie. W mroku, w zamknięciu, w izolacji i we wirtualnej rzeczywistości. Doszłam do siódmego semestru – pisanie pracy inżynierskiej i końcówka pierwszego stopnia studiów. Przemieszano nam wtedy grupy, bo podzieliliśmy się na specjalizacje. Wylądowałam w tej samej, co pan Dolatowski. Tak, mój przyszły mąż. Przez ponad trzy lata tych studiów nie mieliśmy o sobie pojęcia, aż nagle coś zaczęło iskrzyć na tym siódmym semestrze. Blondyn z niebieskimi oczami spod znaku bliźniąt. Pomyślałam, że jaki pierwszy, taki ostatni. Zakochałam się bardzo mocno. Relacja się rozwijała coraz poważniej. To z nim po raz pierwszy uprawiałam seks. Ale i on panicznie bał się ciąży, więc musiałam się faszerować tabletkami. Ja się jakoś nigdy tego nie bałam, nawet będąc studentką. Zaczęliśmy regularnie odwiedzać swoje rodziny. W zasadzie sprawy wyglądały jasno. Tylko, że po czasie jego zapał słabł. Stawał się coraz bardziej zdystansowany. Mało się mną przejmował. Nie czułam się w pełni kochana. Zrażał mnie jego chłód i zasadniczość. Po około półtora roku zerwałam z nim. I zaczęła się histeria. Jego matka wydzwaniała do mojej z lamentem, że on płacze. On sam chodził za mną, ryczał, histeryzował. Moja babcia, która początkowo mnie poparła, z czasem, jak zobaczyła jego lamenty oraz to, że nie znalazłam sobie po miesiącu czy dwóch nikogo nowego, sama wpadła w rozpacz i zaczęła mi ciągle powtarzać, że ona mojego wesela nie doczeka. Ostatecznie więc, w okolicy jego urodzin z końcem maja, zgodziłam się z nim zejść. Dla świętego spokoju, tak też z ciekawości, żeby dać szansę, sama nie wiem do końca, dlaczego. Nieco ponad miesiąc później mi się oświadczył, a ja choć nie chciałam się tak od razu zgodzić, bo miałam wątpliwości oraz nie czułam już żadnego specjalnego zapału, to jednak się zgodziłam. Chyba po to, żeby nikomu już przykrości nie robić. Za to zrobiłam ją sobie. Potworną. On się przecież nie zmienił. Wrócił bardzo szybko do swojego chłodu i zasadniczości. A po ślubie w szczególności. Gdy urodziłam dziecko wiedziałam, że to absolutny koniec. I tak oto zaczęłam iść prosto do rozwodu.
Napisałam pierwszą powieść.
Warstwa szósta
Nareszcie byłam wolna. Jak nigdy dotąd wolna! Rozwiodłam się, kupiłam swoje mieszkanie, zmieniłam pracę na dużo bardziej dochodową. Chciałam się nacieszyć swoją samodzielnością i samotnością. Miałam dość związków. Lecz ledwo zaczynając tę nową pracę poznałam kogoś następnego. Kolejny blondyn z niebieskimi oczami. Rok młodszy. Spod znaku barana. Urodziny trzydzieste miał dokładnie w tym dniu, kiedy ja dostałam rozwód. Nie spodobał mi się wcale tak od razu. Ale była impreza, alkohol, taniec. On podał mi rękę na tej dyskotece, by zaprosić do tańca i tak oto mnie już nie puścił. Nie tak łatwo, przynajmniej. Była między nami potwornie silna chemia i fizyka. Wybuchł płomienny romans. Tak bardzo płomienny, że parzył do szpiku kości. Powodował ból. Zaczęła się tak oto huśtawka emocjonalna i gwałt emocjonalny. On był, jak pies ogrodnika – nie chciał wejść ze mną w związek, ale nie chciał też mnie puścić wolno. Truł. A ja się tak mocno zakochałam. Tak bardzo mocno, jak nigdy wcześniej. I tak równie mocno to wszystko było chore i toksyczne. Jego słowa z początkiem roku dwa dwadzieścia „emocjonalnie nic z tego nie będzie” sprawiły, że moje serce pękło na tysiące kawałków.
Warstwa siódma
Jakieś dwa lata później zakręcił się obok mnie dawny i obecny kolega z nowej-starej pracy. Zrobił mi dokładnie to samo, ale tym razem ja już znałam ten schemat, więc szybko to ucięłam. I jeszcze raz na chwilę ponownie zjawił się ten, którego imienia nie jestem w stanie przywołać. Zgwałcił mnie na imprezie firmowej. Tak, znów na imprezie firmowej. N I K O M U O T Y M N I E P O W I E D Z I A Ł A M.
Napisałam drugą powieść.
Warstwa ósma
Minęły kolejne dwa lata i tak oto jesteśmy w roku obecnym. Wyjechałam do Maroka na wycieczkę. Poznałam człowieka, który traktował mnie z taką czułością, z jaką nikt nigdy mnie nie traktował. Poznałam człowieka, przy którym poczułam się kochana, szczęśliwa, radosna. Z którym dogadywałam się płynnie, mimo konieczności porozumiewania się w obcym języku. Zakochałam się ze wzajemnością. Lecz mój świat go skreślił nie dając mu szansy na przedstawienie się. Stoi między nami nie tylko odległość, ale potworny rasizm ze strony mojej rodziny. Nie mam sumienia go narażać na ten hejt. Miałam jednak plan, by wyjechać, by regularnie wyjeżdżać do Maroka i w ukryciu rozwijać tę relację wbrew wszystkim i wszystkiemu. Niestety, musiałam zrezygnować, bo nie widziałam tego w dalszej perspektywie. Bałam się, że to tylko pogłębi nadzieję, która ostatecznie i tak będzie musiała być zażegnana. Wpadłam też w skrajną panikę przed seksem, z uwagi na traumę, którą wyrządził mi ten, którego imienia brzydzę się przywoływać. Cierpię i tak widocznie musi być.
Mojego muru już chyba nikt i nic nie przebije.