Na pełnym morzu

Czarownica

Będzie padać czy nie będzie padać? Spoglądałam to na prognozę, to na chmury zza okna. Nie musiałam wychodzić. Awizo mogłoby jeszcze poczekać. Chciałam jednak bardzo. Wzywały mnie żywioły. W końcu trzasnęłam klapą laptopa, skończyłam mało produktywną dziś robotę i wyszłam idealnie na sam początek deszczu. To była świetna decyzja!

Nałożyłam słuchawki na uszy, uruchomiłam Spotify z moją najdziwniejszą i najskrajniejszą mieszanką muzyki, wsunęłam na głowę kaptur i szłam w jej rytm. Czasem dynamicznie, czasem lirycznie. Padający deszcz oczyszczał. Duszę i ciało. Z każdą kroplą czułam, jak moja energia się podnosi. Z każdą kroplą wspinałam się o szczebel wyżej. Spoglądałam na przejeżdżające samochody, ludzi gnających na przystanek. Umęczonych po pracy, spieszących się do domu, robiących w pośpiechu zakupy. Tętnili, jak czerwone krwinki w krwiobiegu. A ja wśród nich płynąca z deszczem, swoim specyficznym tempem, niczym wirus.

Aż dotarłam na pocztę – taką memiczną, typową. Nie miałam wyjścia i wtopiłam się w kolejkę czerwonych krwinek. Jednak jakoś tak mimo wszystko poza nimi. Stałam i obserwowałam. Padło tonem groźnym, aczkolwiek jakby kulturalnym – „ja się grzecznie pytam, co to jest za list?!”. A potem posypała się lawina chujów, pierdolnięć i groźba „dania w lampę”. Biedny listonosz. Jeszcze biedniejsza pani w okienku. Niczemu winna. Biedny także ten adresat. Kto tak naprawdę tu zawinił?

Sama stałam po to, by odebrać awizo, które trafiło do mojej skrzynki w czasie, gdy siedziałam równiutko, calutki dzień w domu. Mój domofon i dzwonek są bardzo sprawne. Moje uszy również. Lecz nic nie wołało.

Wdzięczna byłam temu zrządzeniu losu, bo mogłam mieć ten spacer. Kiedy odebrałam swoją prenumeratę mitologii nordyckiej deszcz zdążył się już mocno rozkręcić. Szłam, jak wariatka. Z uśmiechem na twarzy od ucha do ucha. W rytm swojej dzikiej muzyki.

Strugi wody spływały mi po nosie. Zrobiło się szaro. Czerwone krwinki dalej pędziły w swoich samochodach, a ja patrzyłam w górę. W zachmurzone niebo sypiące oczyszczającymi diamentami. Poczułam przez chwilę zapach krzemu. Czy to moje słuchawki namokły? Zasunęłam trochę mocniej kaptur. Przejęłam się tylko nimi. Trochę. Włosy, kurtka, spodnie mogły być mokre. Chciałam, by były mokre. Płynęłam. Jak ryba w wodzie.

Co tam kochana intuicjo? Cóż takiego chcesz mi powiedzieć? Dlaczego poczułam się dziś, jak wariatka i byłam z tego powodu niezwykle szczęśliwa?

Może dlatego, że wreszcie się przed sobą przyznałam. Przyznałam się do zbrodni, którą chciałam starannie zatuszować.

Ulga. Kompatybilność. Spokój. Tylko, co to będzie dalej? Święty Jesionie Yggdrasilu – znasz odpowiedź? Czy ja umrę?

Nim umrę pomaluję paznokcie na czerwono. Wyczyszczę buty. Ubiorę sukienkę i umaluję usta na intensywny kolor. Zaśpiewam i zatańczę. Choćby i w deszczu.

„Ich bin wild und frei

Was ist schon dabei?

Leb ein Hexenleben

Das ist mein ganzes Streben”

Wild und frei (die Hexe Runa) – Corvus Corax

Verified by MonsterInsights