Bogini Hel
Środek listopada w środku lipca? Mroczny nastrój, powiew toksycznych oparów Skorpiona, gęsta mgła, chłód i deszcz. Nie, wcale nie prawię o pogodzie. Lecz o mojej duszy przegniłej. I sercu z kamienia. I lodu.
Tak bardzo zawsze nie chcę nikogo zranić, urazić i skrzywdzić, że potem dokładnie to robię. A chwilę później wpadam w dół wyrzutów sumienia, żalu, goryczy. Puch ze mnie marny.
Tak bardzo wibruje teraz we mnie przebrzydły romantyzm, psychodeliczny trap, mickiewiczowskie Dziady, Gustawy i Konrady. Nigdy nie przestanę się inspirować.
Jestem chorym człowiekiem.
Wara ode mnie.
Bo ugryzę.
Wbiję żądło.
Takie toksyczne.
Powinnam zacząć wychodzić do ludzi ze złymi intencjami. Może wtedy ich nie skrzywdzę i sama się nie skrzywdzę.
Tylko jest jeden problem.
Jestem chorym człowiekiem. Tak samo pojebanym, jak główny bohater Squid Games.
Red light!
A, jeszcze coś.
Papier się opublikował. Można sobie kupić to grafomaństwo w formie książki. Ale nie polecam, bo jest denne, słabe jakościowo i ekstremalnie drogie. Chociaż, może Empik się zgodzi na obniżkę mojego wynagrodzenia do 5%, to wtedy stanieje. Ale i tak nie polecam.
Kończę z publikacjami. Będę pisać do szuflady. I tutaj, w swojej bezpiecznej jaskini.