Nowe życie
Nie wiem, czy opublikuję ten wpis, ale niech będzie, że zacznę pisać. Zacznę, napiszę i zdecyduję. Jeśli dotrwam do ostatniej kropki w kształcie tego tekstu takim, jakim chciałabym go widzieć, to wówczas on się pojawi. A ja i tak nie wrócę do tegoż wstępu, aby zaktualizować go o coś ciekawszego.
Skończyłam się już dawno, jako kobieta, bo dawno przekroczyłam trzydziesty rok życia. Ba, mało tego! Przekroczyłam również srogo pięćdziesiąty, a pewnie i nawet sześćdziesiąty kilogram, zatem mogę z pełną rozkoszą, satysfakcją oraz niesamowicie wielką ulgą ogłosić wszem i wobec, że nie jestem już kobietą.
Wow, jakie to oczyszczające! Wreszcie koniec tych presji, że trzeba wyjść za mąż, dzieci urodzić, rodzinę założyć oraz tym podobne. Nie muszę! Ha, ja naprawdę już nie muszę, bo skończyła mi się już dawno rola kobiety w tym społeczeństwie.
Teraz oficjalnie mogę przyznać i tak w pełni sobie uświadomić z całą miłością do siebie samej, że jestem już przecież od dawna członkinią Armii Niewidzialnych. Że tak to epicko ujmę. To jest grupa ludzi, głównie „byłych” kobiet po trzydziestce oraz pięćdziesiątym kilogramie, która jeszcze nie daje się we znaki swoją zrzędliwością, balastem albo wyzwalaniem litości lub śmiechu, ponieważ jest za młoda, ale jest na tyle leciwa, by przestała się liczyć i zasługiwać na dostrzeżenie. Jakiekolwiek właściwie. Bowiem dostrzeżenie jest zarezerwowane wyłącznie dla dwudziestolatek i nastolatek, pod warunkiem, że nie przekraczają wspomnianego wyżej, magicznego pięćdziesiątego kilograma.
Uf, co za ulga! Niewypowiedziana w mojej szlachetnej niewidzialności. Naprawdę się cieszę! Całym swoim ciałem, a zaprawdę powiadam wam – każdy kilogram po pięćdziesiątym potrafi się naprawdę uroczo bujać!
W każdym razie, ja dziś nie o tym. Sarkazm? Jaki sarkazm?
Chciałabym ogłosić zmiany w swoim niewidzialnym życiu. I to po to ten wpis.
Jak zwykłam była powiadać – zmiany są jedyną stałą w moim życiu. I choć od dawna jestem przeterminowana, choć od dawna nie jestem kobietą i od dawna żyję w przezroczystości, to i tak zmiany się u mnie nie zmieniają. Dlatego czas na kolejne.
Zdecydowałam, że nie będę już wybredna wobec swojego losu. Jeśli ten ześle mi dalszą samotność bądź chłopca, dla którego będę pełniła pełnowymiarową rolę placówki opiekuńczo-wychowawczej, to pójdę w to w ciemno! Serio. Bez fochów. No przecież po co fochy, skoro świetnie się czuję i radzę sobie w samotności, a naprawianie mężczyzn to moja wybitna specjalność, supermoc, której do tej pory kompletnie nie doceniałam. To naprawdę rzadki i wybitny dar. Powinnam go rozwijać i tak właśnie zamierzam robić. Z wdzięcznością dla losu za jego obfitość w tym zakresie.
Ponadto, zamierzam uskromnić swoje życie. Sądzę, że jestem zbyt wyzwolona, a to niezdrowe. Zacznę od wymiany garderoby. Zamienię kolory na skalę szarości, a wszystko to, co zbyt wycięte, rozcięte czy prześwitujące wyrzucę. No kto to widział, żeby zakładać krótką sukienkę, kiedy ma się trzydzieści siedem lat i waży powyżej sześćdziesiątki (chyba, nie ważyłam się od lat, więc nie wiem dokładnie)?! Albo dekolt jakiś, skoro biust od dawna doświadcza zjawiska grawitacji. Skandal. No dobra, ale tak na poważnie – muszę zmienić swój styl na bardziej stonowany.
Rozważam na poważnie zamianę mieszkania na mniejsze, skromniejsze albo w ogóle wyprowadzkę do rodzinnego miasteczka. A, co za tym idzie, pozbycie się samochodu, ewentualnie sprzedaż i wymiana na mniejszy. Duszą mnie kredyty, więc najwyższa pora zdjąć sobie pętlę z szyi.
Ale, co najważniejsze – koniec z podróżami.
Totalny.
To może i wspaniałe przeżycia, lecz dla tych, których na to stać. A ja mam mnóstwo ważniejszych wydatków. Oraz pętle kredytowe na szyi. (Bo przecież, że nie jedną.)
No i teraz, chyba na sam koniec – takie totalnie najważniejsze – koniec z pisaniem powieści, opowiadań i innych takich pseudoartystycznych działań.
Nie wiem jeszcze, co z blogiem, lecz wszystko wskazuje na to, że ta domena przestanie wkrótce istnieć, a wraz z nią te tony wyrzyganych emocji. Dosyć już trucia ludzi oraz internetów.
Skąd te decyzje? Zeszłam na ziemię. Po prostu. Nie jestem kobietą, ale i również nie jestem milionerką, podróżniczką, modelką, a zwłaszcza artystką. Dlatego właśnie zamierzam żyć wreszcie w tej roli, do której pasuję.
Dziękuję.