Na pełnym morzu

Porno algorytm

Sprawy uczuciowe, związkowe, to najbardziej nielogiczne i nieprzewidywalne oraz cholernie wrażliwe tematy. Niedeterministyczne i probabilistyczne, zupełnie, jak systemy sztucznej inteligencji. A jednak – jesteśmy w pewien sposób programowani. Zupełnie, jak systemy sztucznej inteligencji.

Im dłużej pracuję w swojej branży, tym więcej w niej podobieństw dostrzegam względem sfery duchowej tudzież emocjonalnej.

Taki prosty przykład – dlaczego kiedyś, gdy kobiety nie miały pojęcia o tym, że owłosienie na nogach albo pod pachami jest jakieś odrażające, to nie miały one żadnych problemów, czy może raczej faceci nie mieli żadnych problemów, aby pożądać te kobiety z całym ich majestatycznym owłosieniem? Bo oczywistym jest fakt, że dziś kobieta, która pokaże się w czarnych od bujnego owłosienia nogach wzbudzi raczej wyłącznie wstręt. Raczej, ponieważ istnieją ludzie, którzy nie mają z tym problemu, ale nie ma się co czarować – to zaledwie margines społeczeństwa.

Co się zatem takiego stało i to w dość krótkim czasie, że kanony piękna tak się odmieniły? Otóż, chęć zarobku się stała. Producenci maszynek do golenia uznali, że przecież mogą spróbować pożerować nie tylko na mężczyznach. Bo było im mało. I tak oto ruszyła lawina. Czy raczej odpowiednio sprytnie zaimplementowany algorytm.

Tak jest absolutnie ze wszystkim. Ale najgorszym programem jest ten, który steruje naszym sercem.

Co się świetnie sprzedaje w tym sprzedajnym świecie? Ano, na przykład seks. Temat tabu w wielu kulturach i religiach. A jak coś jest bardzo intymne, delikatne czy czasem zakazane, to wzbudza ogromne emocje. Z kolei na emocjach zarabia się pieniądze. Jakie by one nie były. Idąc więc dalej tym tropem zderzamy się z branżą porno, w której obraz kobiety i mężczyzny jest programowany w określony sposób tak, by wzbudzić, jak największe emocje. I nie, nie te wyższych rzędów – wiadomo jakie. Podniecenie, ciekawość, może nawet jakiś rodzaj fascynacji albo i nawet obsesji. Ludzie się tym karmią myśląc, że tak powinna wyglądać rzeczywistość. To działa nie tyle na świadomość, która przeważnie podczas oglądania tego typu tworów skupia się na bardzo przyziemnych zajęciach, ale przede wszystkim na podświadomość. I tutaj zapisują się bardzo nieciekawe rzeczy.

Jakie? Na przykład takie, że kobieta powinna mieć wielki biust, tyłek, usta, długie włosy i rzęsy, wąską talię, nieskazitelną skórę i cerę. A mężczyzna musi być wysoki, wysportowany, umięśniony, z kaloryferem na brzuchu, bujną czupryną (okej, wyjątkiem jest pewien słynny Łysy celebryta) no i rzecz jasna z ponadprzeciętnym przyrodzeniem. Nie wspomnę już o tym, jaki powinien być sam akt seksualny według porno. To wszystko to jest jakiś obraz, kreacja. Bajka dla dorosłych. Niestety ta bajka skutecznie ryje psychikę i wtłacza nam do głów, że to właśnie tak powinien wyglądać idealny mężczyzna i kobieta.

A potem?

A potem podświadomie szukamy takich ludzi do związku. Potem wybuchają, jak grzyby po deszczu salony kosmetyczne, medycyny estetycznej, siłownie i tym podobne ustrojstwa, które na tych naszych programach zarabiają miliony monet. Napiszę to brutalnie – chcemy wyglądać, jak gwiazdy porno i mieć za partnera/partnerkę gwiazdę porno. To stąd się biorą te przekonania, że facet zaczyna się od metra osiemdziesiąt, a kobieta kończy na pięćdziesięciu kilo. To stąd się biorą w dużej mierze zdrady albo rozpady związków z powodu „niezgodności charakterów” czy tego, że żona zakładała niepasujący kolorystycznie do majtek biustonosz. To stąd nikt nam się nie podoba, bo przecież tam w tym internecie są dużo piękniejsi ludzie, więc tkwi się w przekonaniu, że skoro są tam, to na pewno zaraz taka gwiazda pojawi się tuż obok nas (bo przecież internety to prawda objawiona o życiu). To przez to nasi partnerzy i partnerki zaczynają nam obojętnieć, bo faktycznie w porównaniu z wyidealizowanymi obrazami bledną. Każdy wypadnie kiepsko przy ideale. Z internetu.

A co jest najśmieszniejsze? Że to całe porno jest już wszędzie. To nie tylko słynna strona z filmami – jedna bądź druga albo inna niebieska platforma. To zwykły Instragram, Facebook, a nawet LinkedIn. Dajmy na to – niby niewinna influencerka kulinarna, ale jakoś tu i tam poza zdjęciami swoich potraw przemyci kawałek swojego ponętnie wyeksponowanego ciała. Albo inny pan prezes wrzuca mądry post na jakiś biznesowy temat, ale dołącza do niego swoje zdjęcie z siłowni, gdzie pręży muskuły – że niby pod przykrywką siły charakteru, determinacji w osiąganiu celów, bla, bla, bla. Do tego odpowiednie filtry i mamy idealny, baśniowy obrazek. Idealnych ludzi w idealnym świecie.

Którzy nie istnieją. Lecz my o tym nie wiemy. Bo w naszym mózgu jest już świetnie funkcjonujący algorytm.

Resztę sobie przemyślcie sami.

Verified by MonsterInsights