Morze „Hej”
Po raz pierwszy w życiu doświadczam, czym jest powodzenie. Takie w sensie atrakcyjności fizycznej. I nie rozumiem tego. Jakbym była niewidzialna przez trzydzieści siedem lat, aż nagle dostaję kupę lajków, wiadomości, propozycji. Naprawdę tego nie ogarniam.
Przecież niedługo skończę trzydzieści osiem lat. Jestem rozwódką z dzieckiem, a więc generalnie według mojego społeczeństwa gorszym sortem. Jak to?
Nigdy nie rozumiałam kobiet, które marudziły, że ileż to można odpisywać na „Hej” i zaczynały ignorować wszystkich, którzy w ten sposób zaczynali internetowy kontakt. A ja marzyłam wręcz o tym, by ktoś się odezwał i bym mogła odpisać. To zwykłe „Hej” nigdy nie było dla mnie czymś dennym ani prostackim ani nudnym. Bo czemu by miało? Czy spotykając kogoś na ulicy zwykle zaczyna się rozmowę od pytania o sens istnienia bądź innego filozoficznego? Co więc złego jest w „Hej”?
I teraz, gdy przestałam liczyć na cokolwiek od życia w kwestii uczuć, to nagle spada na mnie deszcz „Hej” i to nawet z rozmaitych stron świata. Nie gardzę żadnym, choć przyznać się muszę, że w pewnym momencie niełatwo jest nadążyć. To dla mnie kompletnie nowe. Zatem jestem jak dziecko we mgle, zaczynam po koleżeńsku, lecz nie takie intencje mają nadawcy. I wpadam w jeszcze większy szok. Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem skąd to zainteresowanie. Przecież ja się nawet w ogóle nie staram i nie chcę się starać, bo moje serce jest i tak zajęte, czy sobie tego życzę czy nie.
No właśnie i tu się pojawia kolejny dylemat ostatnich dni. Zajęte czy niezajęte? Z jednej strony mocno kocha, a z drugiej mur, ściana, odległość, dramaty. Kochać i nie być w związku to tak, jak zjeść ciastko i mieć ciastko. Czy jakoś tak. Zabawne, jak wielu ludzi jest w związkach bez miłości, a jak wielu kocha i nie jest w związku. Bo nie może, po prostu nie może. Najpierw doświadczyłam wersji pierwszej, a teraz jestem w tej drugiej.
A wokół morze „Hej”. Które na mnie nie wpływa. Choćbym się uparła i próbowała z kimś nawiązać głębszą relację, to nie jestem w stanie. Załącza mi się ostra lojalność, za którą idą wyrzuty sumienia, że po co ja w ogóle zaczęłam rozmowę z kimś innym. Serce nie jest w stanie się otworzyć i krzyczy, jak oszalałe. Cokolwiek ktokolwiek, by nie pisał, czego by nie robił, to ja i tak będę czekać w napięciu na wiadomość od tylko jednej, jedynej osoby. Tylko ten jeden ma priorytet. I nie potrafię inaczej.
Sytuacja jest trudna. Kiepska. Tak bardzo niestereotypowa. Tak bardzo niepasująca do standardów tego świata. Tak bardzo, że już chyba bardziej się nie da. Sny przeplatają się, jak w umyśle obłąkanego. Najpierw taki osądzający, nakazujący wrócić na swoje miejsce. A potem ten z kategorii „co by było, gdyby dalej popłynąć pod prąd” i nagła zmiana scenerii, przenosiny do raju.
Co za krzywdę mi wyrządzono, że dopiero po trzydziestu siedmiu latach zaczynam być tym, kim powinnam była być? Co się stało?