A imię moje dwadzieścia i siedem
Cicho wszędzie, głucho wszędzie… Co z nami będzie? Co z nami będzie?
Jakże udowodnić mam przejrzystość swoich uczuć? Jak wyjaśnić mam swoje zagmatwania, kiedy stron napisałam już tysiące, by spróbować je rozwikłać, lecz sama się w nich plączę.
Cicho wszędzie – co z nami będzie?
„Wielbić Pana chcę, radosną śpiewać pieśń…”. Radosną wreszcie chcę zaśpiewać pieśń. Pragnę akceptacji. Dość już mam tłumaczenia się ze swojej intensywności. Jestem kobietą – władają mną fazy Księżyca i cykl menstruacyjny. Nie będę przepraszać. Szukasz kobiety czy… trupa?
Cicho wszędzie, głucho wszędzie… co to będzie? Co to będzie?
A może powinnam popełnić samobójstwo tylko i wyłącznie po to, by pokazać, że nie udawałam? Nie żartowałam. Ja nie żartuję. Ja jestem emocją. Żywą. Skorpioniczną. Tylko i wyłącznie, by wreszcie przedstawić twardy dowód. Nie z braku chęci życia – lecz by w innych tę chęć tchnąć. Bo życie to nieustanna zmiana. Fale, cykle, fazy. Góry i doliny.
Cicho wszędzie – co z nami będzie?
Jestem rollercoasterem. Jestem dwadzieścia siedem. I czterdzieści i cztery.
„Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy,
I noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy”
Radosną chcę wreszcie zaśpiewać pieśń. W środku nocy. W blasku świec.
Czymże zawiniłam, że jeszcze na bezwarunkową miłość najwyraźniej nie zasłużyłam? Czy muszę się zmniejszać? Czy muszę wyjaśniać, kim jestem? Czy nie zasługuję na decyzyjność, inicjatywę, zwykłą wiadomość odpisaną bez zwłoki?
Cicho wszędzie, głucho wszędzie. Co z nami będzie?
Co z nami będzie, kiedy znajdziemy się na zakręcie? Co z nami będzie, gdy świece przygasną, zabraknie humoru, nastroju, energii? Jednego dnia księżniczka i rycerz. Baśń kolorowa w pięknej scenerii. A drugiego? Cisza, bezsenne noce, rozterki. Nie ma księżniczki. Nie ma rycerza. Jest mrok duszy. Domysły. Ścisk w żołądku, łzy utopione w poduszce.
Cicho wszędzie, głucho wszędzie… Co to będzie? Co to będzie?
Miejsce w kolejce priorytetowe zostawione dla kogoś, kto nawet nie pobrał numerka. Po co? Dawać szansę jedynie jakiejś możliwości? Po co? I oto właśnie jest pytanie – czy dać szansę możliwości wątłej czy konkretowi jasnemu, choć bez wizji wspólnej przyszłości? Dać szansę temu, co wypadł na prawo, czy temu, który powinien był wypaść na lewo?
Cicho wszędzie, głucho wszędzie. Jesteśmy na zakręcie.
Radosną śpiewać pieśń. I śpiewającą otrzymać odpowiedź. Jaki jest sens w pisaniu i śpiewaniu, kiedy odpowiedzią jest martwa i lodowata cisza? Znów ta dysproporcja – trzysta procent normy kontra okruchy, ochłapy, rzucone mimochodem po dniach paru.
Cicho wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie? Co to będzie?
Nie zawiniłam aż tak, by otrzymać taką karę. Nie zawiniłam z premedytacją, a z bólu starych ran. Idiotką bym była, gdybym wniosków po tylko złych doświadczeniach nie wyniosła. Lecz do wniosku teraz doszłam, że jednak trzeba być idiotką. Trzeba pamięć sobie wymazać i iść, jak dziecko we mgle. Naiwnie. Naiwnie i odważnie zarazem. Bo to prawdziwa odwaga, by stanąć twarzą w twarz ze swoją traumą i zrobić ponownie to, co do niej doprowadziło.
Cicho wszędzie, głucho wszędzie…
Radosną śpiewać pieśń. Dobro widzieć nawet tam, gdzie go nie ma. Gdzie widzisz dobro – jest dobro. Nawet jeśli go nie ma.
Dziękuję za wszystkie spędzone razem chwile. Przepraszam za krzywdy, które wyrządziłam.
A imię moje – żywa kobieta.
Dwadzieścia i siedem.
Byk i Skorpion.
Anna i Maria.
Tyś nie rycerzem jest, a…