MiniBuka

MiniBuka: strona ósma

Nie odezwał się. Niczym się nie zdradził. Chociaż na jej widok doznał takiej euforii, że z trudem zdołał ją opanować i skupić na tematach zawodowych. Już nawet korciło go, aby wymyślić coś, cokolwiek, byleby nagle przerwać to spotkanie i zostać z nią na osobności. Wypytać o tyle rzeczy, których był ciekaw. Przede wszystkim o jej nagłe zniknięcie. Mieszały się w nim ogromna radość z zaintrygowaniem oraz rozczarowaniem. Miał do niej żal. Może i bezzasadny biorąc rzecz na logikę, bo nie było ani jednego powodu, dla którego ona jakoś etycznie, dobrowolnie czy jakkolwiek miałaby poinformować go o swoim odjeździe i się w związku z tym ładnie pożegnać. Ich relacja – jeśli w ogóle można to tak nazwać – opierała się głównie na milczeniu. A milczenie przecież nie ma znaczenia. Milczenie nie istnieje. Nie stanowi na nic dowodu. Mimo wszystko, dla niego to milczenie było wyjątkowe i ważne.

Tymczasem, gdy tylko spotkanie dobiegło końca, ona wyszła z salki jako pierwsza. Niesiona silnymi emocjami, których w ogóle nie rozumiała, uznała, że musi znaleźć się teraz, jak najdalej od niego. Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chce uciec. Liczyła się po prostu ucieczka. Czas na zastanawianie się będzie wtedy, gdy już znajdzie się w bezpiecznym, spokojnym miejscu. Bez niego, ponieważ on zaburza jej idealny porządek myśli. Siłą rzeczy zrobiła sobie z niego wroga tylko, dlatego, że odważył się do niej podejść i dotknąć jednego z kolców jej ciężkiej, stalowej skorupy.

-Mario, a właściwie Ido, gdzie tak pędzisz? – w ostatniej chwili spotkał ją na korytarzu, mknącą w półbiegu w kierunku wind. – Kończysz już pracę?

-Tak, właśnie wybiło moje osiem godzin. Uwinęłam się ze wszystkim, co miałam na dziś zaplanowane. Możesz zweryfikować raporty – odparła sucho i rzeczowo. Na jej twarzy nie można było dostrzec żadnych emocji.

-Nie, nie, źle mnie zrozumiałaś. Nie zamierzam cię rozliczać z każdej minuty. Chciałbym po prostu porozmawiać – tak na luzie, w zasadzie to tak prywatnie. Niezawodowo. Nie sądzisz, że mamy o czym? – zapytał spokojnym tonem i uśmiechnął się łagodnie.

-Teraz? Czy to konieczne? – zapytała z rozbrajającą szczerością.

-Nie, to nie jest koniecznie i nie musi być teraz. W ogóle zresztą nie musi. Zresztą… – zawahał się będąc zbitym z tropu – chciałbym ci tylko powiedzieć, że miło było tak razem pomilczeć. Brakowało mi tego, gdy pewnego dnia po prostu się nie pojawiłaś na cyplu. Nie sądziłem, że cię jeszcze kiedyś spotkam. Los jednak okazał się bardzo zaskakujący, nie sądzisz?

Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę bardzo przenikliwie i badawczo. Próbowała dokładnie przeczytać i zanalizować wszystko to, co padło między wierszami. Skrupulatnie zastanawiała się nad odpowiedzią. Taką dostatecznie chłodną, ale jeszcze nie niegrzeczną. Tak naprawdę to, co nieposkromione myśli do niej krzyczały i pragnęły wykrzyczeć także przez usta brzmiało: „Przepraszam cię, wcale nie chciałam tak uciekać bez słowa. Mnie też było dobrze tak z tobą po prostu milczeć i gapić się w morze. Tak bardzo trudno było mi tak po prostu zniknąć i tak bardzo tego żałowałam… Na szczęście dziś zdarzył się cud. Tak bardzo się cieszę!”. Niestety, słowa, które zdecydowała się w końcu do niego wypowiedzieć były zupełnie inne:

-Być może tak, ale nie wierzę w zrządzenia losu. Sami jesteśmy jego kreatorami. Przepraszam, spieszę się.

I weszła do windy rzucając tylko w jej drzwiach zdawkowe „do widzenia”.

Verified by MonsterInsights