Psychosen trzeci
A co, jeśli jesteśmy tylko tworami w czyimś wirtualnym świecie? Analogicznie jak te wirtualne rzeczywistości, które my tworzymy w Internecie. Chowamy się za zlepkiem pikseli, jakimś nickiem i awatarem. Siejemy chaos i spustoszenie. Emanujemy hejtem i fałszem. Nierzadko również rozprzestrzeniamy dobro w zawrotnym tempie. Czyż to nie przypomina z lekka czasów średniowiecza? A może tych prehistorycznych? Czy zatem to tak mało prawdopodobne, że to, co nazy wamy prawdziwym życiem w realu jest niczym innym, jak światem wirtualnym cywilizacji od nas dużo bardziej zaawansowanej? Albo w ogólności ujmując istot wyższych. Czy jesteśmy awatarami bogów?
Nie wiem kim jestem ani, co się ze mną dzieje. Organizm wysyła dziwne sygnały, które mieszają w głowie. Tak bardzo chciałabym, aby to była prawda i jednocześnie, aby to nie była prawda. Otaczająca rzeczywistość jawi się, jak sen. We śnie do mnie mówisz tak, jak kiedyś. I ja do ciebie mówię tak, jak kiedyś. Cieszę się, że przynajmniej tutaj ciebie mam. To wszystko, co mam.
Wokół cisza. Martwy punkt. Nic nie czuję ani niczego nie widzę. Nie mam pojęcia, co nastąpi. Zgubiłam kompas. Opuściła mnie intuicja albo może ja jej odpuściłam. Ze środka ciągle jeszcze wylewa się jakiś żal, ból i niedowierzanie. Chociaż tak pragnę myśleć pozytywnie. Zgubiłam mapy. Nie wiem, gdzie jestem. Ani kim jestem. Czy to ja jestem dziwadłem?
Jestem zmęczona. Mam dość. Kolejne ciosy przestają robić na mnie wrażenie. Nie podnieca mnie już płacz, rozpacz i jęki, które kiedyś momentalnie ciskały mi się na usta. Nie mam już na to energii. Przyjmuję, bo wiem, że nie mam innego wyjścia. Jęki na pewno mi w niczym nie pomogą. Patrzę prowokacyjnie prosto w oczy losu. Jestem gotowa na wszystko. Byleś tylko jego uchował od złego. Ja już przeszłam przez jeden koniec świata. I jeden świat od podstaw odbudowałam. Pomóż jemu, by on nie musiał przechodzić przez to samo piekło. Chociaż paradoksalnie teraz sam jest katem. I tym bardziej, dlatego, że stał się katem – pomóż mu, bo jeszcze jest czas.
Krwawy orzeł to jedna z najbardziej makabrycznych tortur stosowana w czasach Wikingów. Jeśli nie najbardziej makabryczna. Torturowany klęczy, jego ręce są rozłożone na boki i przywiązane. Kat rozcina mu na plecach żebra – jedno po drugim. Gdy rozetnie wszystkie, to te rozchylają się przypominając skrzydła. Wtedy kat chwyta za płuca, wyciąga je i zawiesza na barkach torturowanego. Ten zaczyna powoli umierać dusząc się. Jest jednak dla niego ratunek. Jeśli podczas całego procesu aż do swojej śmierci nie wyda z siebie żadnego dźwięku, wówczas jego winy zostaną odpuszczone i odejdzie w chwale, jako zasłużony wojownik do Valhalli.
Milczenie jest złotem.
A karanie milczeniem przemocą.