Psychosen siódmy
„Miałeś kiedyś sen tak realny, że wydawał się prawdą?”. Co byś zrobił, jeśli któregoś dnia tak po prostu byś się obudził i zdał sobie sprawę, że to, co nazywałeś swoim życiem tak naprawdę było tylko snem? Wszystkie osiągnięcia, posiadane przedmioty, twoje otoczenie, praca, ludzie – nigdy nie istniało. Nawet ty sam. Twoje imię i nazwisko, narodowość, język, którym się posługiwałeś – już nie jest ci znany. Nie ma zła i problemów, z którymi się zmagałeś, ale nie ma też tego, co dobre i piękne. Jesteś kimś innym. Czyż nie tak wygląda reinkarnacja?
Czuję się, jak najgorszy zdrajca, chociaż mam świadomość, że nie mogłam nic na to poradzić. Ciągle jednak wierci mnie ta myśl, że gdybym się dostatecznie mocno uparła to zrealizowałabym ten plan. Ambicja jest bezwzględna. Nie zna bólu, choroby, wszelkich słabości. Nie wybacza. Nie zna ryzyka, nadgodzin, przeciążenia. Nigdy nie pozwala zapomnieć o porażce. Wpędza w poczucie winy. Zaniża samoocenę.
-Gdybyś chciała, to byś pojechała. Gdybyś naprawdę kochała ten kraj, jak tak perfidnie się z tym obnosisz wszem i wobec, to byś pojechała.
-Nie wiesz nawet, jak bardzo mnie to boli. Dużo gorzej niż ten pierdolony ząb i wiercenie na nim na żywca, bo znieczulenie nie podziałało.
-No właśnie. To przecież tylko ząb. Przez ząb odwoływać taki wyjazd? I to nie byle gdzie. Przypominam – do twojego ukochanego kraju, z którym tak bardzo się utożsamiasz, że ludzie mają cię za wariatkę. Nie masz już prawa się z tym obnosić. Zawiodłaś właścicieli hotelu. Zawiodłaś linie kolejowe. Zawiodłaś linie lotnicze. Zawiodłaś te wszystkie miejscowości. Zawiodłaś!
-Osłabienie, antybiotyk, niezakończone leczenie. Co bym zrobiła, jeśli na wyjeździe by się coś stało? Kto by mi pomógł? Samej jednej, na wyprawie samodzielnie zorganizowanej, w jednym z najdroższych krajów w Europie? Z moimi resztkami oszczędności, pożeranymi tak pazernie przez rozwścieczoną inflację oraz raty kredytów sięgające już zbyt dużej części mojej pensji?
-Gdybyś kochała, to byś zaryzykowała.
-Ale ja… Ale ja nie tylko ten kraj kocham… Kocham też siebie, swoje dziecko… Ja muszę być żywa. Żywa! Rozumiesz to?! Jak mam nawiedzać ten kraj będąc martwą? Jak przetrzeć tam własne szlaki, by kiedyś pokazać je mojemu dziecku? Jak zarażać jego pięknem i magią innych? Muszę być żywa! Zdrowa i żywa, do cholery! Zamilcz kacie! Zamilcz esesmanko!
-Przecież to tylko głupi ząb. Jesteś słaba!
-Ja tego wyjazdu nie odwołałam. On jest tylko przełożony.
-A skąd wiesz, co będzie? Może już nigdy nie będzie okazji? Przełożony na kiedy? Skąd wiesz, że wtedy będziesz w stanie?
-Skoro teraz nie byłam w stanie, to następnym razem już będę. Wiesz dobrze, że nie odpuszczę.
-Ach, wiem. Wiem, wiem, że nie odpuścisz. I to moja w tym głowa! Już ja się specjalnie postaram o takie wykopanie ci dupy, byś zrealizowała ten plan!
-Ale nie mogę za wszelką cenę. Czy jesteśmy chociaż w tym względzie zgodne?
-Zdefiniuj „za wszelką cenę”.
Zobaczyć Krainę Wyimaginowaną i umrzeć. Za wszelką cenę. Czy da się tak kochać? Cokolwiek bądź kogokolwiek? Czy jeśli zawahamy się nad zaryzykowaniem naszego zdrowia i życia w imię wielkiej miłości, to czy rzeczywiście jest to wielka miłość? Czy w ogóle to jest miłość? Czy o to w miłości chodzi by ryzykować dla kogoś lub czegoś, czy może chodzi o to, by nie ryzykować w imię miłości własnej? A, co jeśli nie zaryzykujesz, a potem obudzisz się na tyle z dala, że już nie zdołasz się zbliżyć? Obudzisz się w obcym kraju, znając jakiś dziwny język, a swój własny zapominając bez reszty. Obudzisz się wśród obcych ludzi. Nie będą rozumieć twoich poczynań oraz myśli, a ty nie będziesz pojmował tego, jak oni żyją. Obudzisz się w innym ciele, takim niepodobnym, brzydkim. Tylko oczy będą ci przypominały twoje prawdziwe pochodzenie. Tak celowo – żebyś jednak miał tę namiastkę świadomości, kim tak naprawdę jesteś. Po to, byś cierpiał bardziej. I jak na złość, to twoje nowe życie będzie się tak toczyło, że mimo wielu możliwości zawsze znajdzie się coś, co cię powstrzyma przed powrotu do domu. Nawet jeśli miałby to być głupi ząb. Skoro wybrałeś miłość własną to ją masz – masz życie. Nie masz za to tożsamości. Zostałeś wygnańcem. Skazańcem.
Jeg elsker Norge! Ja, jeg elsker dette landet!
Beklager…