Dziewięćdziesiąte urodziny
Męczy mnie chęć zmiany. Nie wiem jakiej, ale ona znów się pojawiła. Coś uwiera, coś nie służy. Coś nie wygląda tak, jak powinno. Coś nie działa. Nie potrafię tego zlokalizować ani nazwać. A może to tylko odruch? Bo dawno niczego nie zmieniałam, więc zaczynam czuć się niekomfortowo? Przyznam, że pojęcie 'dawno’ w tym kontekście jest bardzo nieadekwatne do tego, jak większość ludzi to rozumie. Czyli być może nie o zmianę tutaj chodzi?
Wydaję mi się, jakbym parę dni temu skończyła dziewięćdziesiąt lat. Swoją drogą, ciekawe, skąd akurat tyle? Czy w którymkolwiek wcześniejszym życiu dane mi było dożyć tego wieku?
Wkurza mnie to. Mam małe dziecko i jestem sama – nie mogę mieć dziewięćdziesięciu lat, bo wówczas nie dam rady tego wszystkiego dźwigać! Muszę się odmłodzić. Natychmiast. Na wczoraj!
Idę spać. Mogłabym spać całymi dniami. Jak kot. Może prześpię swoją starość.
Chwila… mój ascendent zacznie rządzić słońcem dopiero pod koniec października. Zatem moje dziewięćdziesiąte urodziny dopiero przede mną. Zaginam czasoprzestrzeń. I wszystkie zegarki w mieście.