Stalaktyty, stalagmity i kolumienki
Nie wiem kim jestem. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Zmieniłam się. Coś we mnie umarło. Mój świat się diametralnie przewartościował. Robię rzeczy, których wcześniej nie robiłam. Wybieram szlaki, których wcześniej nie dostrzegałam. Mimo tego wszystkiego mam wrażenie, jakbym żyła przez szybę. Nie potrafię już tak przeżywać, jak jeszcze całkiem do niedawna. Traumy zamroziły moją duszę.
Może to ostatni atak na szczyt. Najtrudniejszy i najbardziej wyczerpujący, kiedy to człowiek sam nie wie, po co tu właściwie przyszedł i po co mu dalej iść. Kiedy nic już przed sobą nie widzi. Kiedy ciężko dyszy patrząc na swoje stopy. I łapie z trudem powietrze, jak zatruta ryba wyrzucona na brzeg.
A może to coś zupełnie innego?
Jaki szczyt? Czym on tak właściwie jest?
Życie księżniczki było bajkowe. Frywolne. Dużo się działo, emocje skakały, rollercoaster. Księżniczka myślała, że jest królową życia. Lecz w końcu musiał nadejść moment, w którym zasiadła na tronie. Stała się królową naprawdę. A wtedy ujrzała coś, co mogła tylko z tej perspektywy dojrzeć. Że emocje można i często trzeba poskramiać ze względów politycznych. Że to, co jest z pozoru złe zawsze ma drugą stronę, tak jak i to, co dobre. Że największe zło zawsze pochodzi z najlepszych intencji. Przestała się czuć, jak królowa i nie czuła się ponownie księżniczką. Zrozumiała, że jest po prostu częścią świata, taką samą, jak każda inna istota. Zrozumiała, że żadna religia nie da jej mocy z jakiegoś misternego zewnątrz. Ani żadna wiara w cokolwiek. Ta moc jest w niej, a każdy amulet, w który uwierzy jest wyłącznie jej siłą, którą się bezmyślnie lokuje w martwych przedmiotach na pożarcie przez demony.
Księżniczka się stroiła, malowała i świergotała. Królowa chodzi w zwykłym swetrze, bez makijażu i w wygodnych butach.
Ale…
Gdy tylko ubierze balową suknię…
Nie. Nie pozwolę umrzeć mojej wrażliwości. Nie. Nie zamierzam zamykać serca, bo ktoś mnie kiedyś skrzywdził, drugi wykorzystał, a trzeci poprawił. To dokładnie jest to – ostatni atak na szczyt. Krew, łzy, pot i łańcuchy. Nie poddam się. Chcę kochać i być kochaną. Chcę się jeszcze raz zakochać, jak nastolatka i dać się ponieść emocjom księżniczki. Chcę pisać dyrdymały i łzawe powieści. Chcę ubierać jaskrawe kolory i zostać panią kierowniczką. Ale chcę też ubierać ten zwykły sweter na bezczelności i straszyć mdłą, nieumalowaną cerą z pierwszymi zmarszczkami. Chcę chodzić po górach i przepływać morza. Nie chcę od niczego uciekać.
Jeden centymetr sześcienny stalaktytu tworzy się przez sto lat. Kropla drąży skałę. To tak cholernie daje do myślenia i wzrusza. Sto lat na jeden centymetr. A w jaskini widzisz ich setki na długość kilkudziesięciu centymetrów, metrów. Stalaktyty i stalagmity i kolumienki. Potęga życia jest niemożliwa do objęcia ludzkim rozumem.
Każde, nawet niepozorne działanie się liczy. I wpływa. Na wszystko i wszystkich. Efekt zawsze się pojawi. Prędzej, czy później.
Co sprawia, że to działa? Że żyje w swoim ścisłym porządku? Co to za siła, która trzyma naszą planetę zawieszoną w kosmosie, równo płynącą po orbicie? Co to za siła, która napędza cały układ słoneczny? Tu nie ma przypadku ani chaosu. To wszystko chce żyć.
Siła woli. Życiodajna siła zależności przyczynowo skutkowych. Potężnych emocji i tej najważniejszej z nich. Miłości. Prawdziwej królowej.