Światłość w ciemności świeci, a kat jej nie ogarnia
Gdy kelnerka obleje cię zupą to będziesz czekał aż ona wyczyści plamę, czy może sam się powycierasz? Wolisz siedzieć brudny tak długo dopóki ktoś nie naprawi swojego błędu, czy może lepiej się przebierzesz, nastawisz pranie i odpuścisz? Czy odpuszczanie to pozwolenie, by ktoś wszedł ci na głowę i na niej zatańczył?
Czasem tak jest, że zostajesz skrzywdzony kilkukrotnie, raz za razem w ten sam sposób przez tego samego człowieka. Za każdym razem odpuszczasz, zbierasz ten bałagan do kupy, sprzątasz, pierzesz i idziesz dalej. Do czasu aż znów ten ktoś nie zrobi tego samego. I jak z dzieckiem – wiesz, że tak jest bo ta osoba jest taka, a nie inna, bo nie może być inna. A więc sprzątasz, pierzesz, idziesz dalej. W końcu coś sugerujesz, dajesz do zrozumienia, tłumaczysz. Sytuacja się powtarza, może tylko z niewielkimi różnicami. Zasłonami dymnymi. Fałszywą fasadą. Pod spodem widzisz jednak, że jest to samo. Jak dziecko, któremu każesz posprzątać, a ono po prostu zgarnia wszystkie rozrzucone zabawki pod kołdrę. Mimo wszystko, odkrywasz ją, układasz rzeczy na półkach i idziesz dalej. I tak jeszcze kilka razy i jeszcze, i ponownie.
W końcu wątpisz w swoje wszelkie zdolności. Czujesz się bezsilny. Nadal masz siłę by sprzątać, ale jest jej coraz mniej, bo i motywacji jest mniej. Zarzucasz sobie winy całego świata. To kara za to, czy za tamto. Nie mogę krzyknąć głośniej, bo jeszcze ktoś naśle na mnie służby i oskarży o bestialstwo.
Lista zarzutów do siebie się wydłuża. Oskarżasz się o ciągle zbyt małą empatię, o to, że nie wszystkiego się domyślasz, że masz pewnie zbyt wąskie spojrzenie i nie potrafisz wyobrazić sobie czegoś więcej, co jest ważne. Uważasz, że źle to odbierasz. Że jesteś przewrażliwiony. Zbyt emocjonalny. Toksyczny. Że masz niezdrowe podejście. Że zwariowałeś.
W końcu błędne koło się przerywa. Lecz pomimo tego, nadal nie jest dobrze. Jesteś czysty, jest posprzątane. Winowajca zniknął i wiesz, że już nie będzie więcej brudził i krzywdził. Ale czujesz, że nawaliłeś. Poczucie beznadziejności własnej osoby z tobą zostało. Bo myślałeś ciągle, że musisz go jakoś zarazić dobrem i dobrymi nawykami. Wziąłeś na siebie odpowiedzialność. I nawaliłeś, bo on się nie zmienił.
Zostałeś zatem z ranami, których nie widać. To zło sięgnęło głębiej i dalej cię truje. Obniża twoje wibracje. Wpędza w poczucie winy, słabości, braku umiejętności. Sprawia, że jesteś podatny na inne, nowe zło. Zapewne identyczne tylko pod innym nazwiskiem. Bo przecież, gdy inna, niezdarna kelnerka wypatrzy na sali gościa z już ubrudzoną koszulą, to bardzo chętnie będzie go chciała obsłużyć, gdyż wie, że w razie jej wpadki, ten nie będzie miał już większych pretensji. Przyciągniesz ją sam.
I choćby cały świat ci mówił, że jesteś cudowny, piękny i wspaniały, to ty sam skupiasz się wyłącznie na tej, w twoim mniemaniu, porażce. Każesz siebie za coś, co nie istnieje. Za winy, których nigdy nie było.
A zatem zrób to pranie jeszcze raz. Dokładnie. Jak trzeba, to spal tę koszulę. Uwolnij się z kajdan, które ktoś ci wmówił, że musisz je nosić. Nie czekaj na przeprosiny, zadośćuczynienie, przyznanie się do win. Możesz się tego nigdy nie doczekać. Zdecyduj, czy wolisz siedzieć przy stoliku w brudnej koszuli i czekać na skruchę winowajcy, czy wolisz ją nawet zdjąć i wyrzucić, ale pozostać czystym, bez względu czy kat oficjalnie cię przeprosi za to, że jest katem.
Kat nie przeprasza za to, że jest katem.
Odpuść, idź dalej. Wiesz już, jak wygląda kat. Gdy zobaczysz następnego, po prostu zejdź mu z drogi. Zawsze możesz poprosić o inną obsługę albo zmienić restaurację. Wybacz, ale nie zapominaj, by uchronić się na przyszłość. Wybacz, ale nie oceniaj z góry, by nikogo nie skrzywdzić za czyjeś grzechy. Odpuść, uwolnij się, odetnij od zła, które rodzi zło. Żyj tak, by nie zrobić z kogoś swojej ofiary, którą ktoś inny wcześniej zrobił sobie z ciebie.
Zawsze uwielbiałam śnieg. I wcale nie za lepienie bałwana, śnieżki ani jego zimno. Gdy przychodzi ten czas w roku, gdy mrok zgarnia sobie większość doby, to śnieg daje jasność. Śnieg niesie światło. Nawet w środku nocy.