Ja, wariatka
Pisana późnymi wieczorami. W lockdownie. Po pracy. W nowym życiu. „Ja, wariatka” w końcu wyszła na świat! Ukończona wiosną 2021, ale ma swoją premierę dziś – w grudniu po południu. Tak po prostu.
Ten temat nie dawał mi spokoju. Powieść leżała w czeluściach komputera. Rozesłane maile do rozmaitych wydawnictw, w tym do tego, który wydał „Pana idealnego”, nie znalazły odpowiedzi. Dlatego postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. I tak, przeszło mi przez myśl, że wydawnictwa uznały ją za zbyt słabą na publikację, jednak o dziwo jakoś to po mnie spłynęło. Czułam, że moja „Wariatka” musi się zmaterializować.
Aczkolwiek przyznaję, że się tego bałam i nadal boję, bo ona dopiero zacznie być czytana. To ciężki kaliber. Sama czytając jej fragmenty po raz setny ledwie wytrzymuję, by się nie rozpłakać. Jest napisana czystymi, niecenzurowanymi emocjami. Może przez to nie brzmieć pięknie, wybitnie literacko. Zapewne tak jest. Natomiast jest dokładnie tak, jak miało być.
Gdy po tym, jak „Idealny” ukazał się na rynku, zobaczyłam, jak naprawdę traktowany jest autor w tym całym łańcuchu pokarmowym, to powiedziałam sobie, że kolejną powieść wydam sama. Nie miałam wówczas bladego pojęcia, jak to zrobię i chyba sama nie wierzyłam swoim słowom. Okazało się, że można i to wbrew pozorom bardzo łatwo. Najtrudniejsze zadanie to napisać powieść i chyba tak to właśnie powinno działać. I tak oto nieidealna „Wariatka” i „Pan idealny” tworzą całkiem dopasowane małżeństwo na mojej półce.
Oczywiście mogłabym napisać, że zbieg zdarzeń i postaci w „Wariatce” jest przypadkowy oraz fikcyjny, ale napiszę, że po części jest to prawda. Niektóre zdarzenia oraz nawet imiona zostały żywcem wzięte z życia, lecz tylko ja wiem, które i niech tak pozostanie. A i tak całość pochodzi z Krainy Wyimaginowanej. Bo jakżeby inaczej?
Kiedyś w gimnazjum chciałam być raperką. Powiedziałam o tym kumplowi i pochwaliłam się, że już napisałam kilka tekstów. Bo napisałam niemało i tak – umiałam wtedy rymować. On wówczas z niedowierzaniem oraz z lekka ironicznym uśmieszkiem zapytał, o czym te teksty są. Odpowiedziałam bardzo zwyczajnie – że są o życiu. I tak mi zostało. Ja piszę teksty o życiu.
A teraz czas na szczególne podziękowania za inspirację do napisania „Wariatki”.
Dziękuję moim Bliźniaczym Płomieniom. Wtedy, gdy Was poznałam nawet nie miałam pojęcia, co to znaczy. Jednak już od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że jesteście kimś wyjątkowym. Nigdy nie zapomnę tego charakterystycznego blasku w Waszych topazowych oczach. I swoistej, świetlistej otoczki, którą tylko ja mogłam zobaczyć. Jeden z Was stał się moim wewnętrznym mentorem, idolem. A drugi zafundował mi najbardziej ekstremalną huśtawkę emocjonalną, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam (w tym wcieleniu). Ale oboje tymi sposobami sprawiliście, że się rozwinęłam, przede wszystkim duchowo. Oboje przeprowadziliście mnie przez piekło – każdy z Was przez inne – oba niezwykle potrzebne. Dzięki Wam znalazłam odpowiedzi na wiele pytań, które we mnie były pozostawione bez odpowiedzi odkąd pamiętam. A ja tak bardzo zawsze byłam ciekawa i Wy stanęliście na mojej drodze, by mnie przygotować na poznanie odpowiedzi. To nie było wcale miłe. To było wręcz brutalne. Wyłam z rozpaczy nie raz. Jednak to był ból podchodzenia na szczyt. Dziękuję Wam za te lekcje. Nie wiem, czy można mieć aż dwa bliźniacze płomienie. Wiem natomiast, że niezależnie, jakie teorie istnieją to Wy musicie nimi być. Najwidoczniej moja dusza jest więcej niż dwa.
M.J. oraz B.P. kocham Was! I kocham wreszcie siebie.
Nasze dusze szalone i szalona ona – „Ja, wariatka”.