Na pełnym morzu

Rachunek prawdopodobieństwa

Zaleca się myśleć pozytywnie i pozytywnie wibrować. Pilnować się, by być na tych najwyższych obrotach i tym samym nie dać się pochłonąć niskim bytom energetycznym. A nazywając rzeczy po imieniu – by nie wpaść w depresję czy w obniżony nastrój. Pytanie zatem, jak myśleć pozytywnie, gdy jest się w sytuacji permanentnie negatywnej albo nowej negatywnej – takiej, której innego oblicza nigdy się nie widziało i realnie nie da się oszacować większych nadziei? Jeżeli coś od zawsze było złe i jest złe, to jak można myśleć, że to się nagle zmieni? To nielogiczne szaleństwo przyprawiające o ból mózgu.

Została minuta do rozpoczęcia ulubionego serialu. Jestem po pracy, zmęczona. Ten serial, choć niezbyt ambitny, jest moją nadzieją na wytchnienie. Pozwala się zrelaksować każdego dnia. W takiej instant formie. Pierwsza deska ratunku po wynurzeniu się z Mordoru. Jeszcze tylko pozostaje dosypać kotu karmy, chwycić za kubek z ulubioną herbatą i usadowić się wygodnie na kanapie. Wyciągam zatem paczkę z karmą i… Kurtyna. Paczka się rozerwała, karma rozsypana po całej kuchni. Mój plan legł w gruzach.

Stoję przed decyzją, z której żadne momentalnie zrodzone w mojej głowie wyjście nie jest dobre i oznacza zrujnowanie bądź częściowe zrujnowanie początkowego planu. Mogę rzucić się do sprzątania karmy i tym samym poważnie zaryzykować spóźnieniem się na serial, a to oznacza zaburzenie rytuału i niepełen relaks. Drugim rozwiązaniem, które przyszło mi do głowy jest zostawienie tego, jak jest i obejrzenie serialu mimo bałaganu. Lecz to niemal na pewno sprawi, że nie będę mogła oglądać go w spokoju – będę widzieć ten syf i się irytować. A jeśli nawet nie będę go widzieć, to już wystarczy, że będę miała na głowie zadanie posprzątania tego, gdy tylko serial się skończy. To kompletnie zrujnuje ideę relaksu. Nie wspominając o tym, że pozostawiony burdel może skusić kota do jeszcze szerszego rozprowadzenia go po domu.

Jak będąc w takiej sytuacji można myśleć pozytywnie?

Już wiem, że mój plan się rozwalił, podobnie, jak paczka karmy. I wiem też, że czegokolwiek nie zrobię, mogę go rozwalić jeszcze bardziej. Ale przecież nie jestem skończoną pesymistką i logicznie dostrzegam, że jest szansa na uratowanie go. W tę minutę mogę zdążyć posprzątać, jeśli zacznę sprzątać jakoś wyjątkowo szybko – tak, jak nigdy tego nie robiłam. Albo mogę sprzątać normalnym tempem, a i tak zdążyć, bo serial zostanie wyemitowany z opóźnieniem – chociażby przez reklamy. Natomiast wybierając drugie wyjście, z pozostawieniem bałaganu, może okazać się, że kot nie rozprowadzi tego bardziej, a ja tak usiądę przed telewizorem, by tego nie widzieć. I są jeszcze potencjalne nowe szanse na uratowanie mojego pierwotnego planu relaksu – mianowicie rozwiązania, na które nie wpadłam. Skoro tak szybko wymyśliłam dwa, to poświęcając tę minutę czy chociażby jej część na wymyślenie kolejnych, istnieje szansa, że faktycznie je wymyślę. I jeszcze istnieje jakiś następny ułamek szansy, że będę one dużo lepsze i pewniejsze.

Ale jak tu myśleć o tym pozytywnie, skoro nigdy coś podobnego się nie wydarzyło?

W oparciu o dotychczasowe doświadczenia prawdopodobieństwo zadziania się tych wszystkich zdarzeń jest niskie. I jak tu się tego trzymać? Nie wiem, czy umiem posprzątać całą kuchnię z rozsypanej karmy w minutę, bo nigdy tego nie testowałam. Nie wiem, czy serial zostanie wyemitowany z opóźnieniem na reklamy – co prawda, to się już zdarzało, ale bez żadnych reguł. Czy akurat dziś też się wydarzy – nie mam skąd tego wiedzieć. Nie wiem też, czy kot będzie zainteresowany tarzaniem się w rozsypanej karmie – nigdy wcześniej to się nie wydarzyło. A nowe rozwiązania? Nie wiem, czy jestem w stanie coś innego wymyślić w minutę lub pół. A co jeśli nic nie wymyślę i tym samym zostanie mi jedynie druga opcja – taka przecież niekomfortowa i niepewna?

Tak, czy siak nie zamierzam stać bezczynnie po środku chaosu.

Coś zrobić trzeba. Wybrać jakąś drogę. Podjąć decyzję. I tak też zrobię. Ale absolutnie nie będę myśleć pozytywnie, bo nie znalazłam ku temu logicznych powodów. Na prędce obliczyłam, że prawdopodobieństwo uratowania mojego pierwotnego planu jest niskie. Dość niskie, by odpuścić sobie większą nadzieję. Nadzieja będzie tak samo niska, jak to prawdopodobieństwo.

Jak wierzyć w prawdziwą miłość, skoro nigdy się jej nie doświadczyło? Inni ludzie, książki, filmy i seriale to nie jest doświadczenie. To tylko złudzenie lub czyjeś doświadczenie. Nie ma logicznych przesłanek, by się na nim opierać.

Tak czy siak – coś zrobić trzeba. Wybrać jakąś drogę. Podjąć decyzję. Nie będę tak przecież stać po środku chaosu. Bo mnie byty demoniczne zjedzą.

Z nadzieją matematyczną.

Verified by MonsterInsights