Psychosny

Psychosen wilczy

To było jakieś wyjście. Dokądś. Z jakiejś okazji. Być może to był pub, a być może restauracja. Znalazłam się pośród grupki mniej lub bardziej znajomych mi ludzi. Być może z pracy, a być może z zupełnie innego wymiaru. Zagadałeś mnie przy barze, a ja poczułam, jak tracę zmysły.

Nie bałam się ciebie, ale bałam się tego, co będzie potem. Nie ufałam. Czułam, że mogę, ale i tak nie ufałam. Trzeźwy umysł, przykre doświadczenia i wspomnienia nie pozwalały uwierzyć, że tym razem będzie dobrze. Wbrew intuicji, która mówiła, co innego, a której wierzyłam akurat bezgranicznie. To dziwne uczucie. Takie sprzeczne i absurdalne. Coś więcej, niż klasyczna kłótnia rozumu z sercem. Raczej spór logiki z intuicją.

A ty wiedziałeś doskonale, co dzieje się w tej mojej głowie. Potrafiłeś mnie wyczuć tak, jak nikt nigdy. Jakbyś był mną. Wiedziałeś, co czuję i dlaczego się wzbraniam. Wiedziałeś też, jak postąpić. Znałeś klucz.

I to zrobiłeś. Zrobiłeś wszystko, jak należy. Powiedziałam 'tak’.

Wtedy odzyskałam świadomość. Wiedziałam, że znalazłam się w świecie astralnym podczas snu. I że właśnie ukazuje się przede mną wizja w odpowiedzi na pytanie, które jakiś czas temu zadałam swojemu wyższemu ja. Zaczynałam chłonąć z niej każdy detal. Koniecznie chciałam ujrzeć twoją twarz.

Lecz jedyne, co ujrzałam to fragment twojej skroni. Z ciemnymi, czarnymi bądź ciemnoblond włosami. Potem jeszcze posturę. Jesteś wysoki i dobrze zbudowany. Na sam koniec zobaczyłam twoje nagie, lewe ramię. Było pokryte tatuażem. Mógł być to motyw florystyczny.

Odezwałam się do ciebie prosząc o to, byś pokazał mi swoją twarz. I wtedy zacząłeś się oddalać, odwrócony do mnie tyłem. Jeszcze raz powtórzyłam swoją prośbę i zrobiłam parę kroków za tobą.

Daremnie. Oddaliłeś się nieco szybciej, a potem zamieniłeś w wilka. I dopiero pod tą postacią spojrzałeś mi w oczy. Spojrzenie do mnie przemówiło.

Jeszcze trochę. Już niedługo. Wszystko w swoim czasie. Jestem wilkiem, który będzie cię chronił, a nie występował przeciwko. Jestem wilkiem z tej watahy, którą dobrze znasz. I która już nad tobą czuwa. Z rodzinnego domu.

Obudziłam się myśląc, że przespałam kilkanaście godzin. Tymczasem to było niecałe pół godziny.

Verified by MonsterInsights