Gąbka
Odkryłam jedną, co najmniej jedną z przyczyn mojego wariactwa. Na pewno najważniejszą. Potrafię chłonąć emocje innych, jak gąbka. Wyczuwam energię i nastawienie. Do tego stopnia, że sama się tak czuję. Koniec końców nie wiem, które emocje są moje, a które czyjeś.
Idę chodnikiem z muzyką na uszach. Wyglądam zwyczajnie, jest zwyczajny dzień i jego pora. Wracam do domu z prozaicznych powodów, jakimi są zakupy. Nagle widzę naprzeciwko zbliżającego się mężczyznę. Młody, czy też dziewięćdziesięcioletni. Nim zdążyłam się z nim wyminąć poczułam pożądanie, silną energię frywolności, zabawy oraz namiętności. Nie widziałam dobrze jego twarzy, bo był zmrok, a na głowie miał kaptur. Zresztą, trzymał ją nieco pochyloną. Na tyle, by nie szło dobrze dojrzeć oczu. Nie miałam pojęcia, czy jest dla mnie jakkolwiek atrakcyjny, a mimo to czułam te żądzę. Aż w końcu się z nim zrównałam i zrozumiałam, dlaczego. Pachniało od niego marihuaną. Bardzo mocno. Jakby dopiero co, skończył upalać skręta.
A potem go po prostu minęłam i poszłam dalej nie czując już nic.
Najwyraźniej był w bardzo imprezowym nastroju. Zapewne szedł na jakieś spotkanie. W końcu był to piątek. Odczytałam jego energię na sobie. Na szczęście był to ktoś obcy. Gdy tylko go minęłam cała jego energia mnie opuściła. Znacznie gorzej jest, jeśli odbieram emocje ludzi, których znam i z którymi mam na codzień do czynienia.
Na przykład zupełnie niefajnie było czuć się depresyjnie, a nawet mieć migawki myśli samobójczych po tym, gdy spotkałam się z rodziną, która właśnie wróciła z pogrzebu.
Bardzo też niefajnie jest czuć, jeśli ktoś cię kocha, ale celowo tłamsi uczucia i robi uniki, bo boi się zaangażowania. Bardzo jest niefajnie czuć, jak ktoś ma cię za upierdliwca, którym wcale nie chcesz być, ale musisz, by wykonać swoje zadanie w pracy. Najgorzej chyba jednak jest wtedy, gdy odczytuje się czyjeś kompleksy i strach. Sama wówczas zauważam swoje i wpadam w panikę.
Jak w tym gąszczu się nie pogubić? Jak znaleźć swoje emocje, swoją energię?
Dlatego właśnie piszę. To moja kraina i jedyny wymiar, w którym jest czysto. Żadnych zakłóceń.
Dlatego zamykam się w muzyce. Dlatego wolę nie wychodzić z domu, jeśli to nie jest konieczne. Dlatego wolę odludzia i spotkania sam na sam z naturą. Dlatego piszę i czytam, choć i takie czytanie potrafi skutecznie wpędzić mnie w nastrój nie z mojej bajki. Dlatego niemal zawsze płaczę w teatrze.
Mimo wszystko czasem brakuje mi ludzi. Ich emocji i moich, które oni czasem napędzają. Zbieram to potem wszystko i znów piszę.
Praktycznie nie da się mnie okłamać. Gdy ktoś to robi, strasznie traci w moich oczach. Bo ja wiem, kiedy i dlaczego to robi. Im większe kłamstwo bądź słabsza jego przyczyna, tym bardziej traci. Ale i ja sama czasem też tak robię. Osądzam, choć nie jestem bez winy. Zmieniam zdanie, maluję trawę na zielono, naciągam i upiększam. Przecież umiem pisać, a więc naturalnie wychodzi ze mnie odruch retuszowania rzeczywistości. Do bardziej wyrazistego obrazu.
Bo to działa na zmysły. I odbiorniki.
Zbliża się czwarta rocznica złożenia pozwu rozwodowego. Tak, zrobiłam to w Dzień Singla. Cztery lata. Kto by pomyślał? Mam wrażenie, jakby ich minęło czterdzieści cztery. Czasami się zastanawiam, czy ja w ogóle kiedyś byłam mężatką?