Astroprojekcja druga
Przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Prędzej, czy później któreś coś poczuje. To taki banał. Stereotyp. Z drugiej strony, by stworzyć udany związek trzeba się przede wszystkim przyjaźnić. To żaden banał. Święta prawda. Wyobraź sobie, że jesteś czyimś planem B. Albo, że jest nim/nią ten drugi/ta druga.
Został perfidnie zdradzony. Ciężko pracował, wyjeżdżał do innego miasta, by zapracować na wspólną, świetlaną przyszłość i aby dorównać do jej wysokich wymagań. Nie wiedział, że ona w tym czasie, gdy go nie ma intensywnie poluje na portalu randkowym. Aż któregoś dnia wrócił i ujrzał męskie kosmetyki w łazience. Nie należały do niego. Załamał się.
Zawsze taki silny i męski. Ognisty, rządzony Marsem. Archetyp mężczyzny i wojownika. A teraz nie chciał żyć. Wszystko w co wierzył w jednej chwili rozpadło się w drobny mak. Ideały upadły. I on wraz z nimi. Spadł na ostatni krąg piekła.
Ale dusza wojownika nie pozwoliła zejść niżej. Zaczął się powolutku wspinać. Krok po kroku. Coraz wyżej, coraz dalej, coraz lepiej. Z pomocą i bez pomocy. Zaczął koncentrować się na sobie. Swoich pasjach, pracy. Na sobie.
Nadszedł dzień, w którym uznał, że jest gotowy poszukać nowej miłości. Odpalił aplikację randkową, zaczął wychodzić do ludzi. I po pewnym czasie spotkał niezwykłą kobietę. Emanującą pozytywną energią. Szczerą, potrafiącą się uśmiechać, pomimo, że sama też dopiero, co opuściła swoje piekło.
Ona od pierwszej chwili powiedziała mu o sobie wszystko. Podała serce na dłoni. Lecz on słuchał, obserwował i milczał. Nie ufał.
Ona zresetowała swoją przeszłość. Do tego stopnia, że można byłoby sądzić, iż nie zdołała z niej wynieść żadnej lekcji. Ale zrobiła to świadomie, ponieważ wiedziała, że każdy jest inny. Że nie można kogoś z góry szufladkować i patrzeć przez pryzmat własnych traum. Zakochała się w nim potężnie. Tak mocno, jak tylko można się zakochać. Jak w filmach i powieściach. Lecz on tylko słuchał, obserwował i milczał. Nie ufał. Chociaż czuł to samo – na siłę się przed tym wzbraniał i czynił wbrew sobie, byleby tylko nie pokazać zaangażowania.
Ona coraz bardziej cierpiała. Jakby ktoś tępym nożem rozcinał jej serce na żywca. Powolutku i konsekwentnie. Z premedytacją.
Byli, jak para kumpli. Może przyjaciół. Lecz tylko na zewnątrz. W środku się kochali. Ona otwarcie, a on w ukryciu i twardej zbroi. Nie pozwalał sobie, by ją zdjąć. Strach przejął nad nim kontrolę. A ona traciła zmysły. Nie była w stanie tego wytrzymać przez tak długi czas. Upadła na siódmy krąg piekła. Zniszczona, zdeptana, z poharatanym sercem i wielkim bólem podjęła decyzję o ucieczce. Musiała ratować resztki, które po niej zostały. Odcięła się bez słowa.
Powolutku, krok po kroku, zaczęła się wspinać. Coraz wyżej, coraz dalej, coraz lepiej.
Była jego planem B. A może to on był planem B swojej byłej?
Ktoś musi w końcu przerwać piekielny krąg.
Największym złem na świecie jest strach. A tuż po nim niezdecydowanie.