Astroprojekcje

Astroprojekcja czwarta

Muzyka rozbrzmiewa w całym lokalu. Niewielkim, ale wystarczającym. Wszyscy słuchają tylko jej. I tylko na nią patrzą. A jej nie ma. Zlała się z muzyką. Stała się częścią przedstawienia kierowanego na jej zasadach. Tłum porwany tym prądem idzie za nią.

Tam gdzieś z boku ktoś patrzy na nią szczególnie. A tam przy barze – drugi ktoś, kto patrzy na nią z miłością oraz ogromnym żalem do siebie, że tak mocno ją skrzywdził. I patrzy na tamtego drugiego z zazdrością i narastającą wściekłością. Na niego, na siebie, na sytuację, do której mógł nigdy nie doprowadzić, gdyby tylko… Gdyby był odważniejszy? Dojrzalszy?

A ona jest sama, tam scenie. Daje koncert swojego życia. Wolna i szczęśliwa. Jej najbardziej skryte i wstydliwe marzenie właśnie się spełnia. Wyszła z bardzo ciasnej strefy względnego komfortu. Wie już, że nigdy nie powinna się wstydzić ani wątpić. Nigdy nie było ku temu najmniejszego powodu.

Była, co najwyżej betonowa społeczność. Ciasna szkoła. Ograniczeni światopoglądowo nauczyciele. Znajomki i znajomości. Co ludzie powiedzą oraz inne kościółkowe świętości.

W pełni oddana sztuce i swym nieokiełznanym emocjom. Zaraża tym wszystkich wokół siebie, coraz bardziej z każdym dźwiękiem wyemitowanym z jej gardła i przepony. A po dwóch stronach lokalu, jak w dwóch przeciwnych narożnikach ringu jej dwie, wielkie miłości. Przeszła i przyszła.

„Będziesz miała dwóch. Będziesz musiała wybrać. I wybierzesz tego…” – od czasu do czasu te słowa wróżki wracały jej na myśl przywołane z odległej pamięci lat młodzieńczych. Niestety, nie mogła sobie przypomnieć, czy wybierze tego jaśniejszego czy ciemniejszego.

-Ta stara baba mówiła, że od zawsze wyobrażała sobie siebie na scenie. No kto o takich rzeczach marzy w ogóle? Mi nigdy coś takiego na myśl nie przyszło. Pojebana jakaś!

-Ja marzyłam. I nadal mam to w głowie.

-Co?! Ale jak to?

-Często widzę w myślach siebie na scenie śpiewającą i porywającą tłum. Chciałabym kiedyś poczuć, jak to jest.

-To ty w ogóle umiesz śpiewać?

-Gdy zapytasz dzieci w przedszkolu, czy potrafią śpiewać, to wszystkie odpowiedzą, że tak. Gdy zadasz to samo pytanie dorosłym, to może jedna osoba na sto odpowie twierdząco.

Koncert dobiegł końca. Szczęśliwa, zmęczona i nieziemsko spragniona podeszła do baru. Tuż za nią Przyszły, a tuż obok Przeszły. Jaśniejszy i Ciemniejszy. Ciemniejszy i Jaśniejszy. Zmierzyli się złowrogo, jak dwaj wojownicy tuż przed rozpoczęciem walki. Przyszły oferował jej wszystko, czego pragnie. A Przeszły zadośćuczynienie krzywd oraz wszystko, czego pragnie. Nie pamiętała kogo wybrała.

Po prostu poszła śpiewać dalej. Jeszcze ładniej. Jeszcze silniej. Jeszcze mocniej.

Verified by MonsterInsights