Na pełnym morzu

Merkury

Retrogradacja Merkurego w pełnym szaleństwie. Sezon zaćmień i półzaćmień. Dzieje się w tegorocznym sezonie byka. Trochę za dużo. Wracają duchy z przeszłości oraz dziwne rozkminy. Mam jednak wrażenie, że najgorsze już za mną. Przetrwałam przebudzenie największego demona z przeszłości i chyba zaczynam się po tym otrząsać.

Znamiennym był niedawny sen. Wyznania miłości, pościg, walące się budynki w mieście, desperackie poszukiwanie go pośród gruzów, by wreszcie odnaleźć połamanego i poturbowanego w szpitalu. Kolejne wyznanie, bardzo głębokie, wzajemne i trzymanie się za ręce. Tak mocno, że się przebudziłam i dalej czułam jego dłonie w moich. I tak jeszcze przez kilkadziesiąt sekund. Rozpłakałam się. Była to niemal bezsenna noc. A potem coś zaczęło puszczać.

Myślę, że to było pożegnanie.

Merkury, ja w środę urodzona – dzień, którym władasz i którym włada najwyższy z bóstw Asgardu sam Odyn – śmiem przez to wypraszać łaskę w twej retrogradacji byś raz na zawsze wraz z twym wstecznym wirowaniem odciął mnie energetycznie od tego, którego imienia nie chcę już wymawiać. Zabierz go do przeszłości, bo on od zawsze tylko do niej należał. Odetnij to, co niezdrowe. Odetnij to, co nie służy i nigdy nie służyło, by zrobić miejsce na nowe i lepsze. Na to wszystko, do czego już dojrzałam.

Ale przyznam, że faza twórcza była po bandzie. Zacnie. I te duchy z przeszłości, które się pojawiły – po prostu liga mistrzów. Przypomniało mi się Kelly Family oraz Ich Troje. Lepszej fazy nigdy w życiu nie miałam! Dziękuję Merkury!

Lecz teraz Milordzie, odkręć się wreszcie i zabierz tego, którego imienia już nie chcę wymawiać i wypisywać do rozdziału zamkniętego. Napisałam o nim powieść (Wariatkę, żeby nie było wątpliwości), napisałam Psychosny, napisałam kilka, jak nie kilkanaście klasycznych wpisów tu na blogu oraz został bohaterem paru Astroprojekcji. To zdecydowanie wystarczy! Ten pan już naprawdę wyczerpał wszelkie limity!

Port urodzinowy opuszczony. Płyniemy dalej!

Verified by MonsterInsights