Na pełnym morzu

Siódmy czerwca

Wdycham zapach stawu siedząc na swoim ukwieconym i rozświetlonym solarami balkonie. Tarasie. Zastanawiam się, kiedy ten czas minął. Od wszystkiego. Od dnia mojej rewolucji. Od dnia, w którym poznałam kogoś wyjątkowego. Od dnia przeprowadzki na swoje. Od dnia, gdy usiadłam na tym balkonie po raz pierwszy. Tarasie.

Przecież jeszcze wczoraj zamawiałam tort na trzecie urodziny mojego dziecka. A dziś jestem w trakcie planowania kinder balu dla całego przedszkola na jej siódme urodziny. Przecież jeszcze wczoraj jechałam do Karpacza będąc sceptycznie nastawioną. A dziś… A dziś chciałabym tam znów pojechać bez sceptycyzmu. Przecież jeszcze wczoraj wpuszczałam ekipę remontową do mojego surowego mieszkania. A dziś zaczynam z niego wyrzucać zużyte sprzęty, meble i bibeloty. Zaledwie wczoraj zaczynałam kolejną nową pracę na wyższym stanowisku w pełni entuzjazmu. A dziś zastanawiam się, czy ja nadal chcę pracować w tej branży. Jeszcze wczoraj miałam długie blond włosy. A dziś zaczesuję się jednym pociągnięciem szczotki zwracając uwagę, żeby ukryć posiwiałe skronie.

Pamiętam, jak pierwszy raz usiadłam na balkonie w jedynym fotelu ogrodowym, który zabrałam po rozwodzie. Zapaliłam jedyną świeczkę, którą dostałam w prezencie od osoby, z którą czuję niemal matczyne wibracje, choć mieszka daleko, za granicą. Tarasie.

Pamiętam, jaka byłam niepewna jadąc na wyjazd integracyjny, ledwie po tym jak zaczęłam pracę. Pamiętam, że z początku strasznie się ucieszyłam i zapisałam, a im bliżej wyjazdu tym większe wątpliwości zaczęły brać górę. Jednak pojechałam. I nie żałuję, chociaż dalsze konsekwencje tego wyjazdu nie zawsze były miłe. Delikatnie to ujmując. Ale to dzięki temu dowiedziałam się, czym tak naprawdę jest miłość. A teraz, gdy jestem jej absolutnie pewna i absolutnie gotowa na wszystko, to ona się ode mnie odwróciła. Bo kto ma Bliźniaczy Płomień ten się w cyrku nie śmieje.

To już cztery lata. Równiutkie.

Dla mnie, co najwyżej cztery dni. Ewentualnie cztery miesiące.

Ukończyłam dziś kurs norweskiego. Jestem z siebie dumna. Zrobiłam ogromny postęp i odświeżyłam wiedzę sprzed siedmiu lat. Pomimo wszelkich trudności. Nie było łatwo włączać się na zajęcia, gdy dziecko bawiło się za plecami. Nie było łatwo godzić nauki z pracą. Nie było łatwo opanować rodzajniki i z nimi związaną odmianę rzeczownika, przymiotnika oraz słynną skandynawską podwójną określoność. Nie było łatwo się przełamać z mówieniem. Ale przemówiłam! I nie zamierzam tego głosu uciszyć!

Siódemka zawsze przynosiła mi szczególne wydarzenia w życiu. Chociaż nigdy nie traktowałam jej, jako szczęśliwej liczby.

Szczęśliwa jest dla mnie trzynastka. A siódmy czerwca to siedem plus sześć.

Verified by MonsterInsights