Analogiczny przykład
Życie po traumie nie jest już życiem. Tracąc zaufanie traci się chęć pójścia naprzód i każdy kolejny krok trzeba robić powoli oraz z musu. Bo gdy się nie zrobi żadnego, jest po prostu jeszcze gorzej.
Od lat chodziłam do różnych fryzjerów. Odważnie, z pełnym zaufaniem. Nawet jeśli raz czy drugi fryzura wyszła nie do końca taka, jak chciałam, to i tak była bardzo dobra. Nierzadko przychodziłam do fryzjera, którego po raz pierwszy widziałam na oczy i dawałam mu wolną rękę. Mówiłam, że może robić, co zechce, byleby tylko była konkretna zmiana. Nawet byłam gotowa się ogolić na łyso. I co ciekawe, mało który się z takiej okazji cieszył. Większość po prostu się stresowała, no może nie panikowała, ale widać było zagubienie i strach w oczach. Aż przyszedł taki moment, gdy na fryzurze zależało mi naprawdę bardzo. Na kolorze. Wtedy, gdy miałam wyjechać na Lofoty. Chciałam mieć po prostu blond – jakikolwiek, byle chłodny. Taki, który już miałam kiedyś nie raz. Niestety, wyszłam wówczas z tym, z czym przyszłam, a blond musiałam sobie zrobić sama w desperacji. W tym momencie umarło moje zaufanie do fryzjerów. Wszystkich, mimo że nawaliła jedna istota. Nagle zwątpiłam w absolutnie wszystkie ich kompetencje. Do tego stopnia, że zaczęłam podważać moje wcześniejsze, bardzo udane doświadczenia. Zaczęłam wątpić, czy nie były czasem cwaną, sprytną iluzją.
Aż po moich eksperymentach z rozjaśniaczem i farbą nadszedł ten czas, gdy odrost zaczął być rażący. Bałam się znów chwytać za pędzel samodzielnie i wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała iść do fryzjera. Że muszę znaleźć kogoś nowego. Że jeśli nie z farbą, to chociaż z cięciem. Muszę. Zmuszałam się do poszukiwań i przesuwałam kolejne wizyty. Zero entuzjazmu. Za to niepewność, gotowość na powtórkę sytuacji – wręcz jej oczekiwanie, brak wiary w cokolwiek i strach. Jadąc na wizytę jechałam w stresie, a nie tak jak kiedyś z radością i ekscytacją, upajając się czasem dla siebie oraz tym, że za niedługo będę odmieniona. Ale się zmusiłam. Bez wiary i oczekiwań.
I znalazłam mojego Mistrza. Zaczynam właśnie odbudowywać swoją wiarę w ten zawód oraz zaufanie do specjalistów. Pewnie jeszcze trochę czasu minie, zanim znów będę taka odważna, radosna, rozentuzjazmowana. Moje myśli tak szybko się nie oczyszczą. To doświadczenie mocno daje do myślenia.
To doświadczenie nie dotyczy fryzjerstwa. Nie tylko, ponieważ ten analogiczny przykład jest tylko delikatnym, analogicznym przykładem. Jeśli ktoś zepsuje ci włosy – to są tylko włosy. Lecz jeśli ktoś zepsuje ci serce – ono nie odrośnie. Ono będzie potrzebowało nowych zastawek i by-passów. I trzeba się będzie bardzo mocno zmusić do przeprowadzenia takiej operacji. A po niej jeszcze w dodatku totalnie zmienić swój styl życia.
Zaśpiewałam Chylińską. I nie tylko. Leżą mi niższe tonacje. A głos wyrywa się tak, jakby przez sto lat był uwięziony w ciasnej klatce i nareszcie wyszedł na wolność. To, co – teraz „Ostatnia nocka”?