Gdzieś na szczycie góry
Po raz kolejny to zrobiłam. Wsiadłam w samochód i wyruszyłam na samotną wycieczkę. Zaplanowałam sobie ten wyjazd jakiś czas temu w ramach nagrody ode mnie dla mnie. I bardzo się na niego cieszyłam, lecz im bliżej do realizacji tych planów, tym bardziej się zniechęcałam. Ostatecznie nieco się musiałam zmusić, aby spakować walizkę i absolutnie tego nie żałuję. Wyjazd się świetnie udał, ale… no właśnie.
Ciężkie miałam myśli tuż przed. Z jednej strony super, fajnie, świetny pomysł i w ogóle. I w ogóle mój magiczny Dolny Śląsk oraz moje ulubione góry. Ale cholernie źle mi było z tym, że znów muszę sama. Już minęłam ten etap, kiedy to miałam satysfakcję, że mogę sama gdzieś daleko pojechać, sama wszystko sobie ogarnąć i dać radę. Teraz wiem doskonale, że to potrafię. Nie raz się przekonałam i doświadczyłam. Ta moja niezależność, emancypacja oraz samodzielność przestała robić na mnie wrażenie. Kiedyś po prostu nie wierzyłam w siebie dość. Dziś jest inaczej. Wiem, że potrafię i jednocześnie wkurzam się, że jestem skazana wyłącznie na taką opcję. Że calutkie obciążenie związane z wyjazdem jest totalnie na mnie.
Z jednej strony chcesz jechać i się zrelaksować – z drugiej – masz na sobie pełne obciążenie i stresy, które się z początku ignoruje lub w ogóle ich nie zauważa. Może się stać coś po drodze, może coś ze samochodem, może dopaść senność albo chwilowa nieuwaga, technologia może odmówić posłuszeństwa i stracę nawigację albo i cały sprzęt, może się zdarzyć coś nieoczekiwanego na co nie będę przygotowana, jakiś kataklizm przyniesie pogoda, ktoś może mnie zaczepić w złej intencji, mogę się nagle rozchorować albo zepsuje mi się coś w układzie mięśniowo-szkieletowym w samym środku górskiego lasu w oddali od wszystkiego, może ktoś się doczepić, że usiadłam sama przy całym, wielkim sześcioosobowym stole na śniadaniu, ktoś może się zaciekawić, że jestem sama i zacznie zdziwiony dopytywać, dlaczego i jak to i w ogóle, bo on/ona nie ogarnia, że tak można.
Oczywiście większość takich rzeczy może się tak samo przydarzyć, jeśli się podróżuje z kimś.
I oczywiście zawsze sobie zdawałam z tego sprawę.
Ale teraz było jakoś inaczej.
Teraz chciałam jechać z kimś, by było raźniej. Jeśli przydarzy się coś niemiłego i jeśli przydarzy się coś miłego.
A tych miłych rzeczy można wyliczyć znacznie więcej. Jak borsuk czaił się przy rowie, jak jechało się przez urokliwą górską wioskę, której mieszkańcy rozstawili zakaz wjazdu dla obcuchów na jedynej, przejezdnej drodze, jak zaskoczył widok komfortowego hotelu i apartamentu i potem widok zza okna następnego dnia rano, jaką dumę było czuć po ubraniu norweskiego swetra idealnie komponującego się z butami trekkingowymi i idealnie wpasowanego w górski krajobraz, jak się człowiek zdrowo zasapał czystym powietrzem wdrapując się na szlaku, jakie się mijało widoki i jak szybciutko oraz barwnie zmieniała się pogoda, jak dobrze smakowała cieplutka szarlotka z czarną, mocną kawą jedzona pod daszkiem schroniska, w towarzystwie tęczy skąpanej w deszczu, jak zabawne słyszało się dialogi grupy kolegów, którzy za pozwoleniem żon udali się na męską wyprawę, jak rześko szło się w strugach deszczu i mgły pod paltem oraz pelerynką przeciwdeszczową, jak bardzo nic nie było widać ze szczytu i jaki to jednocześnie był piękny widok, jaką wolność się czuło z każdym kilometrem, ile myśli się oczyszczało, jak przyjemnie było podczas zabiegów w SPA i jak się potem zobaczyło ich efekt, jak się udało wymanewrować przez wąskie i kręte i spadziste uliczki, jak się docisnęło na esce i królowało na lewym pasie przez jakiś czas oraz jak się teraz usiadło i obejrzało zdjęcia.
Aż żal, że nie mogłam się tym z kimś podzielić tak na żywo.
Zawsze, gdy ktoś mi się podobał, gdy mi na kimś zależało, to dawałam z siebie wszystko. Chodziłam na rzęsach, starałam się, by zasłużyć na jego uczucie, podziw, łaskę, cokolwiek… A teraz zastanawiam się, czy te typowe zołzy albo ci typowi buraczani dżentelmeni kiedykolwiek i jakkolwiek się starali, by zasłużyć na czyjąś miłość? Bo zwykle tacy mają najwspanialszych partnerów.
No właśnie. Tak nie można. Nie wolno się starać o żadne uczucie, podziw, łaskę czy cokolwiek. Należy być sobą i bardzo mocno bronić tej swojskości. Nawet jeśli trzeba będzie się od czasu do czasu postresować siedzeniem w pojedynkę przy wielkim stole. Albo objaśnianiem innym, że samotnie też można podróżować.