Na pełnym morzu

Mroczna transformacja i gorzkie prawdy

Mój głos jest coraz silniejszy. Śpiewanie wyzwala. Sprawia, że głos się wyrabia, jak mięsień. Pozwala śmielej mówić, odzywać się tu i ówdzie z różnych powodów, a zwłaszcza z takich, kiedy to wcześniej się myślało, że lepiej siedzieć cicho. Uwielbiam śpiewać coraz bardziej. A za tym idzie wielka transformacja.

I jak o transformacji mowa, to właśnie rozpoczął się sezon skorpiona, w którym czuję się świetnie. Do tego zbliżają się moje półurodziny i tuż po nich zaćmiona pełnia w byku. Istna astrologiczna gratka oraz przede wszystkim dla mnie – jako skorpiona w byczej skórze – szczególny czas. Szczególnie ważny. Już teraz widzę, że mroczne prawdy wyłażą tu i tam niczym grzyby po deszczu. Ciekawe, czego jeszcze się dowiem.

Usłyszałam dziś taką teorię, że ludzie odchodzą od nas po tym, gdy zrobimy dla nich tyle dobrego, iż nie są nam się w stanie odwdzięczyć. Podświadomie, na poziomie duszy po prostu wiedzą, że nie zdołają nam się odpłacić, więc zwyczajnie odchodzą. To daje do myślenia. Wnioski zachowam dla siebie.

Uwielbiam swoją intuicję i jej działanie. Ona też się wyrabia, jak mięsień. Miałam mieć dziś dwa, dość stresujące spotkania, a ja byłam wczoraj dziwnie spokojna. Zwykle przed takimi wydarzeniami wpadam w depresję na dzień przed. I mam już tę świadomość, że to nie jest moja emocja, a po prostu komunikat od wszechświata, że czeka mnie w niedalekiej przyszłości coś trudnego. Niekoniecznie złego – po prostu trudnego. Wczoraj się tak nie czułam, choć powinnam. A z kolei przez to, że powinnam – bo tak podpowiadała logika i świadomy rozum, to rzeczywiście udzieliła mi się umiarkowana trema, lecz natężona bardziej tylko dziś. Intuicja natomiast mówiła cichutko, że oba spotkania się nie odbędą. Tak się też stało – zarówno jedno, jak i drugie zostało odwołane na około godzinę przed rozpoczęciem.

Czasami jednak całkiem świadomie mówię 'nie’ swojej intuicji – w sensie takim, że po prostu nie chcę znać podpowiedzi na temat przyszłości i wolę mieć niespodziankę. I to też działa. A czasami nie dostaję podpowiedzi, mimo że bym chciała. To zapewne dlatego, że nie jestem na nią gotowa. Otrzymujemy zawsze to, na co jesteśmy gotowi.

Gdyby mi jakaś wróżka powiedziała z piętnaście lat temu, gdy byłam młodziutką kobietą i kierowcą, że będę sama jeździć w góry, w życiu takiej informacji bym nie przyjęła. Wtedy nie byłam sobie w stanie pomieścić w głowie takich rzeczy, bo miałam paniczny lęk jazdy pod górkę. To tylko jeden, bardzo prosty przykład.

Niesamowicie szybko minął mi ten rok. Nie wiem, czy to dlatego, że żyłam za mocno swoimi podróżami, czy może ktoś tam gdzieś majstruje przy czasoprzestrzeni… Za wcześnie na jego podsumowanie, ale pomimo cudownych wyjazdów oraz sukcesów zawodowych jestem mocno zawiedziona w jednej tylko dziedzinie. Tylko w jednej, ale na tyle mocno, by to niestety zdołało przyćmić te piękne wydarzenia. I teraz w końcówce października zwyczajnie odczuwam żal, bo wiem, jak mało czasu zostało, by cokolwiek z tej dziedziny zdołało się poprawić. Zwłaszcza, że to temat niezależny całkowicie ode mnie.

A z początku roku wszelkie horoskopy były tak bardzo mi przychylne właśnie w tym obszarze… To też wprawia w zawód, no bo równie albo bardziej korzystny horoskop pod tym względem to już się tak prędko nie powtórzy…

Ech, idę śpiewać.

Verified by MonsterInsights