Piąty krąg
Skrzący mróz, zimnoniebieskie niebo, rażące po oczach promienie słońca odbite w śniegu. Nareszcie! Jakże przyjemnie jest wyjść o poranku i powdychać to ostre powietrze, a potem wrócić do domu i wypić aromatyczną kawę. I to jest właśnie jedyna i słuszna pora roku!
Spotify wzruszył mnie w tym roku wyjątkowo. Te ich podsumowania są coraz lepsze. Początek roku – królował Jann. Nigdy nie zapomnę, jak ta muzyka ratowała mi życie, gdy zostałam rozłożona przez grypę i dogorywałam na kanapie ledwie łapiąc oddech. Później z kolei, w kwietniu pałeczkę niespodziewanie przejęli Kelly Family, bo przecież trwała wówczas wielka retro Merkurego i przeszłość zagrała mi na nosie. Lato, a szczególnie lipiec to metal, folk metal oraz power metal, gdyż jeździłam wtedy po Norwegii. I to się potem przeciągnęło na jesienne długie wieczory ze wspominkami wyjazdów. W tej chwili leci u mnie totalny mix rozmaitych gatunków. Uwielbiam tak miksować przez co mam pierdyliard list, więc i to przez Spotify zostało zauważone i docenione. A już totalną wisienką na torcie, kończącą moje roczne, muzyczne podsumowanie był krótki filmik z podziękowaniami od Janna. Sztos!
Pierwszy rok po rozwodzie to euforia wolności.
Drugi to euforia początków nowego życia.
Trzeci to stabilizacja.
Czwarty to szlifowanie i doleczanie tego, co jeszcze się nie przeprocesowało.
Piąty to wyłączenie emocji i trzymanie ich mocno oraz pewnie w ryzach. Obmurowanie serca, by te resztki miłosierdzia, co jeszcze zostały – by zostały dla kogoś naprawdę wyjątkowego.
Tylko, czy warto to jeszcze kisić? Po tylu latach? Sępy rozdrapały, czas przeminął. Może lepiej niech zeżrą do końca?
To uczucie nie chce mnie opuścić – że mój czas w miłości już minął. Rozglądam się wokół, a wszystko jest takie papierowe. Takie powierzchowne. Nijakie. Bądź szare. Bądź równo pstrokate. Wszędzie ten sam krzykliwy trend. Wynaturzony.
„On tam w komputer patrzy! W muzykę patrzy!”
Déjà vu. Tylko ja z boku tym razem. Nie na parkiecie. Nałożyła mi się kalka ze wspomnień. Momentalnie alkohol przestał działać. Momentalnie wytrzeźwiałam. Stanęły mi łzy w oczach. I uciekałam po angielsku.
Znów to powtórzę – rozwód był niczym w porównaniu do emocjonalnego barbarzyństwa, które zostało mi wyrządzone tuż po nim.
Ile na to lat potrzeba? A może to klątwa teściowej? Karma?
Sępie miłości – nie kochasz.