Na pełnym morzu,  Śpiewowpisy

Zombie

Od pięciu lat nie płaczę w Walentynki i nie daję sobie do tego prawa, ponieważ wtedy (a dokładnie dzień później) został złożony mój pozew rozwodowy. No i nie płaczę! Cieszę się! Równo cały czas.

Aczkolwiek trochę demonów chodziło mi po głowie. Na przykład wahałam się, czy powinnam dziś jechać do biura. Bo przecież jak pojadę to sobie, co niektórzy pomyślą, że na pewno nikogo nie mam, bo nikt mnie nie chce i cóż innego mi pozostaje, jak pracować – z biura, bo nie będę się musiała spieszyć na jakąś randkę. Ale szybko taktycznie przeanalizowałam, że bardziej znaczące i dające ludziom do myślenia będzie pojawienie się w biurze wyglądając jak dwa miliony dolarsów i dajmondsów z efektownym wyjściem wcześniej. I tak oczywiście zrobiłam!

To było wspaniałe!

Mogłam jeszcze za dnia dojechać do domu, zdążyć spokojnie na Klan, a po drodze nawet wstąpić do Lidla po siedemdziesiąt pięć tulipanów, truskawki i prosecco w puszce (don’t judge me).

To było wspaniałe!

Wyjście wcześniej z pracy (po ostatnich dniach pełnych nadgodzin) to balsam na psychikę i kreatywność. Jeszcze przed Faktami zdążyłam nagrać piosenkę, a teraz usiadłam do Wyimaginowanej. Mam nagle tyle czasu!

To jest wspaniałe!

Mam naprawdę rewelacyjne Walentynki! Obok mnie śpi kiciuś, tulipany nie zmieściły się do jednego wazonu, więc rozkwitają w trzech tym samym dopełniając moją dżunglę w salonie, truskawki obrane, prosecco się chłodzi i jak tylko napiszę tutaj mądry przekaz to zapalę świeczki, kadzidełko i włączę serial.

To jest wspaniałe!

A mój mądry przekaz z okazji Walentynek to zombie. Żeby przestać je tworzyć w swojej głowie na temat innych, szczególnie tych, w których się zakochujemy. Nie zakochujmy się w tych wyobrażeniach. W tych zombiakach zatruwających nasze myśli. Nie wyobrażajmy sobie ludzi lepszych aniżeli są. Bo to potem bardzo boli i wcale nie jest wspaniale.

Bo nic nie jest takim, jakim się wydaje. Ani nikt.

I oto moje zombie:

„Zombie” – The Cranberries

Verified by MonsterInsights