Na pełnym morzu

Kocie rozmowy

Gdy mój kot spojrzy na psa albo inne zwierzę zawsze robi taką fajną minę. Wielkie, wystraszone oczy, postawione uszy. Nie musi nic mówić – ja doskonale słyszę w głowie jego myśli. Zresztą, nie tylko wtedy. W każdej sytuacji ja po prostu wiem, o czym on myśli, co czuje, co chce mi powiedzieć. Każde miauknięcie jest dla mnie oczywistym komunikatem, który jest napisany wielkimi literami. Ludzie też tak potrafią bez słów. Ale wtedy to się staje po czasie irytujące.

Cisza wpędza w zakłopotanie. Cisza wytrąca z równowagi. Napędza natłok myśli. Zazwyczaj negatywnych. Coś zrobiłam nie tak? Może jestem dla niego za głupia skoro ze mną nie rozmawia? Może go obraziłam? Może mnie nie znosi? Może go zanudzam?

To się tak potrafi mnożyć w nieskończoność. Doprowadza do skrajnych i nieprzyjemnych emocji. Jest toksyczne. Obojętność potrafi zabijać. Obojętność jest najgorszą formą traktowania drugiego człowieka.

Tylko, że…

Co jeśli czytasz myśli i uczucia tego człowieka intuicyjnie, telepatycznie, tak samo jak u zwierzaka i wiesz, że tutaj wcale nie ma obojętności?

To i tak doprowadza do szału. Właśnie to doprowadza do szału. Ta rozbieżność – co innego czytam w jego głowie, a co innego dzieje się w rzeczywistości.

Mam dość. Jestem już za stara na takie gierki. Nienawidzę ich pod jakąkolwiek postacią. Jestem za bardzo przez życie doświadczona i zmęczona takimi zachowaniami.

Albo konkretnie karty na stół albo żegnam i się radykalnie odcinam. Potrafię być bardzo, aż za bardzo cierpliwa, szczególnie, gdy się uprę, a potrafię być uparta, jak mało kto. Ale nawet ta cierpliwość ma gdzieś swój sufit i gdy tylko go sięgnę to następuje bardzo, aż za bardzo radykalny krok. Bez odwrotu. Bez odbioru.

I właśnie czas na takie odcięcie. Szkoda życia na domysły, złudne nadzieje, czekanie na niewiadomo co. Szkoda życia na asekurację, szczególnie, że nawet z nią i tak nas to życie poparzy. Może nawet i z nią szczególnie dotkliwie. Bo życie nie lubi kiedy człowiek boi się żyć.

Nie po to tutaj schodzimy, żeby się bać żyć. Ciepły i bezpieczny grajdołek jest w innym wymiarze i jeśli tu żyjemy, to znaczy, że dawno zdecydowaliśmy się go opuścić, a więc za późno już, by do niego nostalgicznie wracać, a co gorsza – próbować go sobie tutaj odtworzyć. To czysta zbrodnia. Zdrada samego siebie.

Możemy się porozumiewać bez słów i to jest piękne. Lecz najpierw potrzeba ich wielu, by dojść do tego etapu.

Opierdoliłam tak oto zatem za ciszę. I bez sensu, bo właśnie sobie tym samym zaprzeczyłam.

Dlaczego więc opierdoliłam w ciszy?

A może i dlatego, że uczę się dawać z siebie tylko i aż tyle, ile otrzymuję? Czas wreszcie się nauczyć tej równowagi.

I czas pogadać z kotem.

Verified by MonsterInsights