Ragnarok

Projekt Ragnarok: odcinek trzeci

Gorzko mi od paru dni jakoś tak bardzo. Usłyszałam pewną rzecz, która uświadomiła mi coś szczególnie dobitnie. Że karma to też kara za nasze złe decyzje, niekoniecznie tylko za krzywdę wyrządzoną innym. No bo przecież nasze złe decyzje krzywdzą nas samych. I jest to logiczne oraz sprawiedliwe.

A ja się dziwię, że szukam tej wielkiej miłości i znaleźć nie mogę. Dziwię się, że przez pięć lat od rozwodu nie pojawił się w moim życiu nikt, kto potraktowałby mnie na poważnie i z szacunkiem. Nadzieję mam, że wszystko przede mną. Lecz niestety – podjęłam kiedyś złą decyzję i tym samym poszłam jednym z wielu dostępnych scenariuszy. Wcale nie najlepszym. I nie ma już odwrotu. Ja tę swoją wielką miłość po prostu przegrałam i to dawno temu.

Nie mam prawa liczyć, że ona się jeszcze pojawi. Sama tak zdecydowałam, kiedy przyjęłam oświadczyny nie będąc tego pewna, wahając się, a nawet tego po prostu nie chcąc. W momencie, gdy one nastąpiły ja już wcale tak tego nie pragnęłam. Ale i tak się zgodziłam.

Żeby uciec z domu. Ze strachu przed rodzicami, bo to była jedyna warunkowa opcja zamieszkania razem z facetem. Żeby nie zostać starą panną, bo zawsze tylko słyszałam, że lepsza rozwódka niż stara panna. Żeby nie zostać wykorzystaną i lat nie stracić. Że już na pewno nikt lepszy mi się nie trafi, bo przecież jestem taka niedostatecznie dobra.

Jaka to była kupa gówna w mojej głowie.

A życie wymalowało czarno na białym wszystko tak wyraźnie, że bardziej się nie dało.

I tak się rozwiodłam. I tak mnie nikt już potem nie zechciał. Rozwódka wcale nie jest lepsza niż stara panna. Pytanie jeszcze, od kiedy tak naprawdę zaczyna się „stara”, bo trudno to przypiąć do wieku dwudziestu czterech lat w dzisiejszych czasach. Trudno nawet do trzydziestu czterech. I tak uciekłam z domu, rzuciłam się samotnie na wielkie kredyty, byleby tylko być samodzielną. I tak przestałam być cnotliwą niewiastą, przestałam chodzić do kościoła, bo moje ideały i tak upadły.

I wiem, że jestem dostatecznie dobra. Że byłam za dobra. Wydawało mi się, że człowiek, za którego wychodzę jest kimś lepszym ode mnie. Tymczasem, z czasem okazało się, że jestem o kosmos od niego. Trudno wtedy o wspólny język. Ale mi się tak wydawało. Ustawiłam się niżej w szeregu niż faktycznie powinnam być.

I szukam tej wielkiej miłości zastanawiając się, co to za uczucie wiedzieć, że to ten? Ale przecież wiem. Przecież ja to poczułam. Nie do tego, za którego wyszłam. Do kogoś innego, którego życie postawiło na mojej drodze, by mi pokazać mój alternatywny scenariusz, z którego zrezygnowałam poprzez zbyt niską samoocenę. Niestety, było już za późno. Mogłam sobie tylko na niego popatrzeć. I cierpieć. I książkę napisać, co najwyżej.

To już nigdy nie wróci. Słusznie zasłużyłam sobie na samotność. To była jedna, jedyna szansa. A ja ze swoim upodleniem ją utopiłam.

Stawianie siebie nisko i niżej jest złem. To zbrodnia. Robienie z siebie nieustannie niegodnego jest złem. Zbytnie umartwianie, biczowanie i gnębienie samego siebie jest złem.

Złem, za które ponosi się taką samą karę, jak za krzywdę na drugim człowieku.

Myślisz, że jak będziesz stawiał siebie na końcu i w szarym szeregu, to zasłużysz na szczęście? Że bycie skromnym, cichym i pokornym sprawi, że będziesz szczęśliwy?

N i c b a r d z i e j m y l n e g o!!!

Lepiej jest szaleć, żyć na maksa, jechać po bandzie i ewentualnie potem dostać po dupie za przesadę w tym wszystkim i cierpieć tylko z powodu tej kary, aniżeli umartwiać się, poniżać i potem jeszcze dodatkowo cierpieć z powodu kary za takie podłe siebie traktowanie.

Verified by MonsterInsights