Dwunastka
„Muszę koniecznie o tym napisać”. Tak pomyślałam zaraz po tym jak spotkało mnie coś magicznego i zaskakującego. Mówi się, że miłość od pierwszego wejrzenia jest przereklamowana. Co niektórzy twierdzą, że nie istnieje. Ale ja otrzymałam wyraźny znak od Wszechświata, że ona istnieje, trzeba w nią nieustannie wierzyć, nie wolno w nią zwątpić. Zresztą w żadną z miłości nie wolno nigdy wątpić.
Znalazłam się w obcym mieście ze względu na wyjazd służbowy. Razem z kumplami musieliśmy przemieścić się po pracy z biura do hotelu. Stwierdziliśmy, że pojedziemy tramwajem. Upał dość mocno doskwierał, żeby iść z ciężkimi plecakami, chociaż odległość była niespecjalnie duża. Zatem tak zrobiliśmy.
Na drugim albo trzecim przystanku wsiadł do tramwaju bardzo czarujący, młody mężczyzna. Od razu zwrócił moją uwagę. On tak po prostu błyszczał wśród tego tłumu ludzi. Moimi, i wiem, że tylko ja moimi oczami widziałam wokół niego taką piękną, jasną poświatę. Tak się zawsze dzieje, gdy spotykam wyjątkowe osoby. Widzę ich jaśniej niż pozostałych i wiem, że są specjalne. Że mają za zadanie przekazać mi coś ważnego – wiadomość lub lekcję. Niezależnie od relacji, jaką będzie mi dane z nimi mieć.
Po tym, jak już wsiadł, rozejrzał się nieco wokół i jego wzrok zatrzymał się na mnie. Tak subtelnie. Potem tak kilka razy łapaliśmy się wzrokiem i nieśmiało, szybko odwracaliśmy głowę. Jak para nastolatków. Z taką absolutnie czystą i niezwykle silną energią. Czułam przyjemne dreszcze na całym ciele. Czułam, jak odrywam się od rzeczywistości. Koledzy rozmawiali ze sobą, a ja niby nadążałam za tą konwersacją, ale tak naprawdę byłam gdzieś dalej, gdzieś wyżej, w swego rodzaju roli obserwatora. Jeśli mogę to tak określić, to ta ważniejsza część mnie była w tym momencie w innej przestrzeli razem z tą ważniejszą częścią tego mężczyzny.
A tramwaj tak po prostu sobie jechał dalej. Ludzie wracali z pracy, ze szkół. Zmęczeni, znużeni rutyną codzienności. Nikt nie widział, że tu właśnie dzieje się magia. W tym tak prozaicznym czasie i miejscu.
Gdy zbliżał się nasz przystanek i tramwaj zaczął hamować, to nasze spojrzenia spotkały się na dłużej, a do nich dołączył uśmiech. Taki piękny, czysty, odwzajemniony. To, co poczułam w tamtym momencie jest trudne do opisania. Od środka rozsadzała mnie potężna, pozytywna siła. Serce wyrywało się z piersi w pełnej radości. Wzruszenie uderzyło mnie falą gorąca. Ledwie stałam na nogach i w ogóle ledwie trzymałam się ze swoim ciałem, jakby dusza wyskoczyła ponadto.
Musiałam wysiąść, a on został i jechał dalej. Czułam, jak odprowadza mnie wzrokiem i rozgląda się dokąd idę. A ja musiałam zanurkować w tłumie ludzi i zniknąć. Nie dowierzałam, że to się dzieje, dlatego nie śmiałam liczyć i nie liczę, że jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy. Jednak zrozumiałam przekaz.
Czasami aniołowie schodzą na ziemię, wnikają w nas – zwykłych ludzi albo i w zwięrzęta. Po to, by przekazać nam wiadomość, zainspirować, ukierunkować, dać nadzieję.
Wiem, że ten mężczyzna był właśnie takim człowiekiem. Ta jasna poświata go zdradziła. Kiedyś, gdy spotkałam kogoś z tą poświatą nie miałam pojęcia, co ona oznacza. Zrozumiałam to po czasie. Jak zjawił się po to, aby przeprowadzić mnie przez ogromną życiową rewolucję. Jak zainspirował do napisania powieści. Do odważenia się by zacząć żyć i by żyć życiem własnym.
A tym razem? To, co na pewno wiem tak już teraz to przekaz, żeby nigdy nie zwątpić w miłość. W jej istnienie. W jej nieprzewidywalność. W jej ogromną siłę. W jej magię.
Bo taka prawda, że zaczęłam w nią mocno wątpić. Zaczęłam wierzyć w to, że mój czas na miłość już minął. Że jestem za stara, za bardzo rozwiedziona, za bardzo albo za mało jakaś tam. I że miłość w moim położeniu powinna być czymś na co muszę sobie ostro zapracować, postarać się, zasłużyć. Że ona nie może przyjść tak po prostu i tak bezwarunkowo. Że muszą ku temu wystąpić wyjątkowe okoliczności, miejsce, czas.
Tymczasem tak po prostu, tak bezwarunkowo zauroczyłam się ze wzajemnością w nieznajomym chłopaku z tramwaju. Błyskawicznie, niespodziewanie, od pierwszego wejrzenia. Mimo, że byłam w towarzystwie innych mężczyzn. Mimo, że na oko była między nami różnica wieku i to ta z kategorii niekorzystnych dla kobiet, ponieważ to on wydawał się ode mnie młodszy i to może nawet znacząco. Mimo, że nie byłam wystrojona. Mimo, że ostatnio mi się przytyło. Mimo, że byłam zmęczona po podróży i pracy. Mimo, że to był tramwaj, zwykły dzień i wszystko wokół było po prostu niespecjalne.
Aniele Stróżu Mój – dziękuję, że się pofatygowałeś! Obiecuję już nie zwątpić!
No i pisząc to w tej chwili się totalnie rozryczałam ze wzruszenia.
A, jeszcze jedno – to była dwunastka.