Na pełnym morzu

Retrodegradacja

Budzik nie zadzwonił. Otwieram oczy. Jest dziewiąta trzydzieści. Za pół godziny pierwsze spotkanie w pracy. Teraz to już musi być zdalna. Czy ja ten budzik w ogóle nastawiałam? A może nastawiłam i nie zadzwonił? A może zadzwonił, lecz go wyłączyłam? Dziura w pamięci.

Tak jak i wiele innych, by pokojarzyć jakiekolwiek podstawowe fakty. Czemu na to wcześniej nie wpadłam? Co się ze mną dzieje? Jakże mogłam o tym zapomnieć? Spóźniłam się. Pominęłam coś. Przecież takie rzeczy mi się nie zdarzają! Co jest?

Angielski mi się plącze, kiedy rozmawiam z ludźmi w pracy. Bożesztymój, nie dodałam eski do trzeciej osoby… Powtarzam podstawowe błędy, które popełniałam sto lat temu na początku nauki tego języka. W ogóle jakoś tak trudniej mi się z ludźmi dogadać. Ja o niebie, ten o chlebie.

Myślę sobie: „a, stworzę nowego tiktoka, mam pomysł!”. Stworzyłam, zachwycona swoim ostrym piórem. Mocny przekaz, to jest to! Wyświetlenia rosną, jak szalone, przybywa lajków. Aż nagle – a co to? O co temu człowiekowi chodzi w tym komentarzu? Skąd tyle jadu? Przecież on mnie w ogóle nie zrozumiał! Ej, co jest? Jeszcze jeden taki komentarz i jeszcze kilka w tym tonie. Poczułam, co to znaczy hejt i zaczęłam tak bardzo współczuć i jednocześnie podziwiać wszystkich influencerów. Oni muszą się mierzyć z tym non stop i to w jeszcze gorszej postaci. Mimo wszystko się uspokajam i próbuję nadążyć za tokiem myślenia tych ludzi. No jasne! Zrozumieli to całkiem na odwrót! Bożesztymój, no ale jak to? Ok, chyba wiem, jak to. Gdzieś zabrakło może interpunkcji? Może zmiany narracji? Ale jak to mogło mi się przytrafić? To takie podstawowe rzeczy…

Pracuję sobie spokojnie, no może nie całkiem spokojnie, bo tutaj się spieszę, tam coś ktoś chce, więc spieszę się jeszcze bardziej, ale ogarniam. Aż tu nagle… powiadomienie w telefonie z jednego portalu społecznościowego. Patrzę od kogo i… tak zaczął się mój zawał. Jakby mnie ktoś zdzielił porządnie w łeb obuchem. Tsunami emocji. Różnego rodzaju. Odczytałam wiadomość. Kolejne tsunami i kolejny zawał. Nie mogę się pozbierać. Rozbita, rozłożona. Nie panuję nad emocjami i ryczę przed tym kompem. Dziecko na to patrzy. Nawet nie umiem żadnej z nich nazwać. Nawet nie wiem, czy są pozytywne czy bardziej negatywne. Odezwał się do mnie ktoś szczególny. Ktoś kto odegrał w moim życiu bardzo specyficzną i przełomową rolę. Odpowiedział na moją wiadomość po kilku latach… Nie pamiętam już ilu – trzech, pięciu może?

Patrzę sobie na wiszący w moim salonie kalendarz. Coś ten obrazek wydaje mi się zbyt ponury, jak na sierpień. Jakoś tak to czułam od początku, kiedy zmieniłam kartę kilkanaście dni temu. Aż nagle… no jasne! Przecież to karta z wrześniem… Przyspieszyłam sobie czas o miesiąc i zorientowałam się po prawie dwóch tygodniach. Wspaniale! Udzieliło mi się to na tyle, że już nawet w pogodzie zaczęłam zauważać początek jesieni. A teraz dziwnie się z tym czuję, że jednak jest sierpień i lato w pełni. No jak to?

Tak bardzo z początku roku się kimś zauroczyłam! Oboże, nie mogłam się skupić na pracy! Zagadywałam, starałam się nawiązać jakiś kontakt i pokazać delikatnie, z wyczuciem, swoje uczucia, swoje zainteresowanie. Niestety, bez reakcji. Zatem odpuściłam. Wyleciałam na Islandię i utopiłam to uczucie w lawie. Wróciłam totalnie wyleczona! Aż tu nagle… znów tak jakoś dziś mi się zrobiło miękko na jego widok, słysząc jego głos, widząc go w akcji i znów zwracając szczególną uwagę na to, jaki jest inteligentny, zorganizowany, dokładny, zaradny, sumienny… i tak po prostu diabelsko przystojny! Zatem… po czterech miesiącach znów zauroczona. Ech…

Poza tym, nie wspomnę o licznych nostalgicznych rozkminach każdego dnia. Spotkanych ludzi, których się nie widziało wieki aż nagle wyrastają, jak grzyby po deszczu.

A to ledwie połowa retrogradacji Merkurego… Co mnie jeszcze czeka? Szkoda płakać, można się wyłącznie z tego wszystkiego śmiać, gdyż to zjawisko jest naprawdę fascynujące! Cokolwiek by człowiek nie zrobił, nie ma siły na te wszystkie zdarzenia. Czysta natura. Tak samo, jak pada deszcz i jest mokro i nie da się uniknąć tej wilgoci, tak samo układy planet na nas oddziałują.

Merkury, co jeszcze mi przyniesiesz?

PS. Pisząc ten wpis narobiłam rekordową liczbę literówek. No ale jak to? Merkury, litości!

Verified by MonsterInsights