Na pełnym morzu

Różowa wróżba

Przypomniała mi się przepowiednia z pewnego październikowego wieczoru roku dwa tysiące osiemnastego. Byłam wówczas u schyłku swojego małżeństwa. Wiedziałam już jaką decyzję podejmę, ale mimo to wybrałam się do wróżki. Zauroczona platonicznie w znajomym, pragnęłam się dowiedzieć, co mnie czeka w uczuciach. Znałam odpowiedź – nie zauroczyłabym się absolutnie nikim, jeśli mój związek byłby szczęśliwy.

A to nawet nie było pierwsze zauroczenie w trakcie trwania tego małżeństwa. Fizycznie nigdy nie zdradziłam, lecz moje emocje uciekały w inne, wyimaginowane miejsca. Bo były paskudnie traktowane.

Kobieta w średnim wieku zaprowadziła mnie do małego pokoiku gdzieś na parterze swojego domu. Na środku stał okrągły stolik, a na nim różne typy kart, świeczki i kryształy. Nim zaczęła wróżyć wyjaśniła mi, że to co powie może ulec zmianie. Niczym opóźnienia na PKP.

Bez wahania stwierdziła, że rozwiodę się w ciągu pół roku i że będzie wtedy ciepło oraz słonecznie. Powiedziała, że rozwód pójdzie gładko, że się dogadamy i skończy się na jednej rozprawie, a majątek podzielimy u notariusza. Miała rację. Ta część sprawdziła się ze szwajcarską precyzją.

Następnie poszybowała w dalszą przyszłość. Rzekła, że krótko po rozwodzie poznam kogoś, kto może być ode mnie niewiele młodszy – rok, góra dwa lata. Będzie jasnym blondynem. Stwierdziła, że mam sobie nie zaprzątać nim głowy, gdyż to nie będzie ten. Mimo iż będzie mi się wydawało, że to jest ten. Powiedziała jeszcze, że to będzie luźna relacja na zasadzie miłego spędzania razem czasu. Ale nie była. Ta relacja zniszczyła mi psychikę i połamała serce na milion kawałków. A imienia tego blondyna do dziś boję się wymawiać.

Najlepsze jednak z tego, co powiedziała to zapowiedź miłości szczęśliwej i pięknej, na którą tak czekam całe życie. Powiedziała mi, że w jakieś dwa lata po rozwodzie poznam tego jedynego. Kiedy ja będę dość świeżą rozwódką, to on już będzie miał za sobą wiele lat po swoim rozwodzie. Będzie ode mnie starszy o jakieś trzy albo cztery lata, ustawiony życiowo i strasznie we mnie zakochany, jak i ja w nim. Zapamiętałam z jej słów szczególnie takie oto zdanie: „On będzie dużo podróżował po świecie i dużo czytał. Nie będzie jeździł w przypadkowe miejsca, bo najpierw będzie dużo czytał o danym miejscu, a potem je odwiedzał. Pani będzie w nim taka zakochana i on w pani również.”.

To się nie sprawdziło. Ale w zasadzie to się sprawdziło.

Minęło mi siedem lat po rozwodzie, a żaden taki ani podobny jegomość w moim życiu się nie zjawił. Jednak ten opis brzmi niezwykle znajomo. I teraz to widzę. Tym ogarniętym życiowo podróżnikiem jestem po prostu ja. To ja się stałam taką osobą, a nie że taką osobę spotkałam. I faktycznie, nawet czasowo by to też pasowało, bo to właśnie w dwa lata po rozwodzie zaczęłam intensywnie podróżować. I dowiadywać się mnóstwo o miejscach, do których jeżdżę. I pisać nawet o nich (i nie tylko) jeszcze więcej.

Wróżba, która brzmiała tak różowo, w gruncie rzeczy okazała się smutną i rozczarowującą historią, nie do końca właściwie zinterpretowaną. Może zatem lepiej słyszeć te złe wróżby?

Zakochana już byłam. A teraz po prostu pakuję walizkę. I uciekam. Znów uciekam. Ciekawe, czy wrócę?

Verified by MonsterInsights