Dżem z papai

Dżem z papai – odcinek piąty

Po powrocie do hotelu, umyciu i odświeżeniu, uszykowałam się na kolację. Byliśmy w bardzo klimatycznej miejscowości Paul. Choć to dzień moich urodzin, nie miałam siły na zrobienie sobie makijażu, zwłaszcza, że i tak wkrótce zamierzałam pójść spać. Jedyne, co zrobiłam to pomalowałam usta, a swój trądzik różowaty na lewym policzku zostawiłam bezczelnie niezamaskowany. Bo taka moja uroda i nikt nie musi na mnie patrzeć, jeśli mu się to nie podoba.

Byłam fizycznie zmęczona, ale mentalnie całkiem energiczna. Czułam z siebie dumę, że przezwyciężyłam kryzys w dość spektakularny sposób. Jeszcze poprzedniego wieczoru tkwiłam w dolinie i depresji, a teraz odrodziłam się w urodziny i przeszłam najdłuższy szlak w programie z odciskami oraz pogryzionym przez psa palcem. Miałam, co świętować.

Udaliśmy się do jakby luksusowej restauracji tuż nad brzegiem oceanu. W środku nawet był basen, a wśród gości głównie biali ludzie, czyli turyści. Na początek zamówiliśmy sobie po drinku – najpierw poprosiłam o margaritę, ale po chwili polecono mi koniecznie spróbować ponczu z marakui. Wyglądał i smakował rewelacyjnie. Kiedy wszyscy mieliśmy coś w kieliszku, grupa nagle wstała i zaśpiewała mi „sto lat”. Dostałam nawet mini bukiecik kwiatów utkany w muszelkę. Byłam zaskoczona – drobny gest, a dla mnie miał niewyobrażalną wartość. Zazwyczaj to sama sobie kupuję kwiaty. Właściwie cały czas. Przy tym zamieszaniu poczułam się również skrępowana – miałam w głowie myśl, że muszę się natychmiast odwdzięczyć. Głupio mi było, że tak mnie wyróżniono. Bałam się, że może sobie o mnie myślą, że tego oczekiwałam, że jestem jakąś atencjuszką. Poszłam więc do baru i poprosiłam kelnera o kieliszek prosecco lub wina do każdego z nas, na mój koszt. Niestety, on mnie nie zrozumiał i nie zrealizował prośby. Mam z tego powodu wyrzut sumienia do dziś. Mogłam go jakoś bardziej pocisnąć, ponaglić, cokolwiek. Ech…

To jednak nie koniec niespodzianek. Po kolacji nagle wniesiono tort ze świeczkami w kształcie liczby 18. I znów mi śpiewano, wszyscy się cieszyli i świętowali. Kelnerzy i miejscowi mieli atrakcję, bo podobno u niech nie świętuje się urodzin tak, jak u nas. Byłam wzruszona, ale i wpadłam w jeszcze większe zakłopotanie. Upierałam się, że chcę zapłacić za tort, lecz mi nie pozwolono. Musiałam więc poddać się temu obcemu dla mnie uczuciu, że ktoś coś dla mnie zrobił i mam się po prostu tym cieszyć. Wbrew pozorom to było dla mnie bardzo trudne.

No i ta osiemnastka na torcie – oczywiście, że mnie rozśmieszyła, jednak z drugiej strony wywołała we mnie jakiś zgrzyt. Ja się nigdy nie wstydziłam swojego wieku i tym razem absolutnie go nie ukrywałam. Nigdy też nie rozumiałam tego naszego polskiego podejścia, że nie wypada kobiety pytać o wiek oraz, że kobiety generalnie zaczynają kryć się ze swoim wiekiem, gdy tylko staną się pełnoletnie. Po chwili refleksji stwierdzam, że nigdy w życiu nie chciałabym mieć znów osiemnastu lat i tej całej mordęgi przed sobą. To trochę tak, jakby przejść męczący i długi szlak, a potem ktoś postawi cię nagle na jego początku twierdząc, że jesteś jednak bliżej startu niż mety. A tak swoją drogą, gdybym kończyła dziesiąte urodziny i na torcie ktoś postawiłby mi świeczkę w kształcie liczby siedem, to byłabym serio wkurzona i załamana. Teraz mnie to rozbawiło no i tyle. Fakt jednak faktem, że skończyłam trzydzieści osiem lat i dużo już w życiu przeszłam, czego się nie wstydzę.

Tak oto, pełna dość skrajnych emocji od wzruszenia, poprzez zakłopotanie, radość, zdziwienie, a na ogromnej wdzięczności skończywszy, z trudem mogłam w nocy usnąć.

A – jeszcze jedno. Po powrocie z restauracji posiedzieliśmy chwilę w naszym hotelowym ogrodzie urządzając sobie takie mini after party. I to tam żartowaliśmy, że powieść, która być może powstanie po tej podróży będzie zatytułowana „Dżem z papai”. Stąd tytuł tej blogowej serii – wyjątkowo mi przypadł do gustu. A czy powstanie cała powieść? Cóż, sądzę, że do tego trzeba byłoby połączyć dżem z papai z msemen i popić miętową herbatką… Albo poznać coś zupełnie nowego? Inspiracje z pewnością są, ułożone równiutko na półce, by raz kiedyś po nie sięgnąć i wyczarować jakąś historię.

Ciąg dalszy zapewne nastąpi…

Verified by MonsterInsights