Miękkie serduszko wymaga kolczastej zbroi
Zazwyczaj nie wypowiadam się specjalnie na tematy rozmaitych hypowych dram z różnych reality show czy innych programów. Ale ostatnio moją uwagę przykuła pewna historia z polskiej edycji „Love is blind” i wręcz nie mogę się nie wypowiedzieć. Właśnie od dramy związanej z tą historią, a właściwie pełnowymiarowego hejtu, dowiedziałam się o tym programie i skusiłam się, by go obejrzeć.
Zobaczyłam niedawno falę tik toków z urywkami z programu, na których widać zadowoloną i bijącą brawo matkę po tym, jak jej córka powiedziała „nie” przed ołtarzem. I do tego tytuły, komentarze w tylko jednym tonie – że to matka-czarownica, że biedna córka, że najgorsza matka wszech czasów, itp., itd. No więc odpaliłam Netflixa i zaczęłam oglądać program od początku. Po paru dniach doczekałam się odcinka, w którym owa matka poznaje wybranka córki. Facet od początku nie robi na niej dobrego wrażenia i widać ewidentnie to, co każda czarownica i wiedźma zobaczy – że ta kobieta przeczytała go intuicyjnie i nie był to dobry obraz, który poczuła, i nie było logicznego wyjaśnienia, dlaczego jest do niego sceptycznie nastawiona. Ale. Najciekawsze jest to, jakie zaczęła mu zadawać pytania: „jakie marzenia ma moja córka?”, „wymień chociaż jedną swoją wadę”. Na każde z tych pytań koleś wił się, jak wąż, jąkał, miotał i nie umiał odpowiedzieć. Okazało się również, że ma bardzo wysokie mniemanie o sobie i uważa się za człowieka bez wad. Matka dziewczyny w kuluarach powiedziała, że to nie jest normalne, jeśli człowiek nie widzi w sobie absolutnie żadnych wad. A ja aż jej przyklasnęłam zza ekranu i momentalnie ją polubiłam.
Oczywiście po czasie okazało się, że matka miała niezwykłą intuicję. Na dosłownie parę godzin przed ślubem do jej córki dotarła informacja, że jej wybranek przez wiele lat zdradzał swoją długoletnią partnerkę, podczas, gdy jej powiedział, że brzydzi się zdrady. Najwidoczniej miał na myśli tylko zdradę ze strony kobiety, bo jakby ta po jego stronie się nie liczy i jest wyrwana z kontekstu.
Kiedy oglądałam pełnowymiarową scenę ślubu, podczas którego dziewczyna mówi „nie”, a jej matka klaszcze razem z całą resztą jej rodziny, to i ja sama zaczęłam klaskać. Hejt na tę kobietę, który zobaczyłam w Internecie przed obejrzeniem programu był zwykłym nieporozumieniem. Albo może i rodzajem reklamowej manipulacji, by zachęcić mnie do odpalenia tego na Netflixie? Jeśli to drugie – no to im się udało. Jeśli jednak ludzie naprawdę zobaczyli zło w matce dziewczyny, a nie w jej kłamliwym wybranku, to albo ja jestem bardziej i dalej po drugiej stronie lustra niż mi się wydaję albo świat zszedł totalnie na psy.
Tak naprawdę widząc swoją reakcję na tę scenę oraz całą historię zobaczyłam, że jestem zupełnie inną osobą, niż byłam. I tak teraz patrzę na siebie i aż nie dowierzam, że ja to ja. To był długi proces, okupiony cierpieniem, podczas którego nie było widać postępu. Aż nagle któregoś dnia wstajesz i jesteś po prostu kimś innym. Potem uczysz się siebie na nowo, oglądając się w różnych sytuacjach i osobach, jak w lustrze. Jeszcze kiedyś też dałabym się omotać takiemu typowi i radośnie wyszłabym za niego za mąż, jak niemalże ta dziewczyna. A dziś na niego popatrzyłam z politowaniem i nie zaimponowało mi w nim nic. Nawet to, że od wielu lat mieszka i pracuje w Norwegii. Że przystojny, że ustawiony, że taki zabawny. Ha, jak bardzo mnie to nie obchodzi, skoro jesteś kłamcą, oszustem i manipulatorem!
Mam alergię na kłamstwa i manipulacje jeszcze większą niż kiedykolwiek miałam. Próg tolerancji zerowy. Nawet najdrobniejsze oszustwa są dla mnie nie do przyjęcia.
Netflix nie działa, nie korzystam – ops, historia odtworzeń mówi, co innego. Do widzenia. Żegnam pana.
Jestem kimś innym. Kiedyś w pierwszy dzień okresu zwijałam się w kulkę na łóżku. Wyłam z bólu, cierpiałam, płakałam. A dziś wsiadam w swoją rakietę, prowadzę jedną ręką na lewym pasie w prędkości sto pięćdziesiąt na godzinę, a drugą ręką podkręcam głośność bo leci zajebisty power metal od Ensiferum. Jakoś nie boli nic. Albo ja nad tym bólem zapanowałam akceptując do bólu swoją kobiecość i całą osobowość.
Miękkie serduszko wymaga kolczastej zbroi.
Fajne są te moje kolce. Zaczynam je lubić. Zaczynam bić im brawo.