Odcinek trzeci: siłownia, rower, góry
Przeglądając profile na uniwersum T zaobserwowałam pewne trendy. I nie wiem, co mam o tym myśleć, bo porównując moje poprzednie próby utrzymania się na aplikacji sprzed kilku lat oraz to, jak wygląda stan uniwersum w tej chwili, mogę powiedzieć jedno – istnieje coś takiego, jak moda na osobowości.
Jak zmasowana armia klonów. Jeden nie różni się od drugiego. Począwszy od wyglądu, poprzez zainteresowania, a skończywszy na rodzaju zdjęć. Typ osobowości, który znacząco się wybija i na oko obejmuje jakieś siedemdziesiąt pięć procent profili to: wybarberowany (często i nie) brodacz, eksponujący bicepsy, którego podstawą życia jest siłownia oraz jazda na super profesjonalnym rowerze, jak również niemalże surwiwalowe wyjazdy w góry. Taki osobnik ma zawsze metr osiemdziesiąt wzrostu i co jest niezwykle ciekawe – równe metr osiemdziesiąt. To bardzo ciekawe, bo zazwyczaj naturalny wzrost człowieka nie jest aż tak okrągły. Jeden będzie miał metr siedemdziesiąt osiem, inny metr osiemdziesiąt jeden. Natomiast na aplikacji wszyscy z tej kategorii osobowości mają wzrost równiutki, jakby szyty na miarę. I tak samo szyte na miarę te ich lycry rowerowe, przez które nabawiłam się już odruchu wymiotnego. Doszło do tego, że po jednym zdjęciu lub pół słowie na temat roweru odrzucam kandydata, nie czytając absolutnie niczego więcej na jego temat. Zdjęcia w lustrze na siłowni działają na mnie niemal identycznie.
Ale jest jakiś plus w porównaniu do poprzednich lat. Teraz jest mniej zdjęć z siłowni niż kiedyś. Za to więcej w lycrze na rowerze. I naprawdę nie wiem, co jest gorsze. Gdyby przycisk „X” na T można było wcisnąć kilkukrotnie zaznaczając tym poziom swojej dezaprobaty, to niektórzy dostaliby z lekka 3 razy na „Nie”.
Kolejny typ osobowości – podróżnik. Obowiązkowo seria zdjęć z przeróżnych miejsc na świecie i przyznaję – ta kategoria jest dla mnie chyba najprzyjemniejsza z tych wszystkich sztucznych i mainstreamowych. Też uwielbiam jeździć i zwiedzać, więc miło jest popatrzeć na fajny widok w tle kandydata. Natomiast mniej fajnie jest, gdy ten kandydat na każdym z tych zdjęć występuje w okularach przeciwsłonecznych lub w takim totalnym oddaleniu, że nie jestem w stanie w ogóle zobaczyć, jak on tak naprawdę wygląda. Gdy nie widzę oczu – nie widzę duszy. Co robię zatem? Oczywiście, że odrzucam. Rozumiem mieć jedno czy dwa zdjęcia w okularach, bo zostało zrobiono w jakimś rajskim, słonecznym miejscu, ale cała seria tego typu zdjęć? Analogicznie, jak gdy jest cała seria zdjęć po prostu jednego typu, na podstawie których nie można zobaczyć nawet połowy człowieka. Hit to na przykład zdjęcia z profilu. Jedno, gdy pan patrzy w prawo, kolejne, gdy patrzy w lewo. Potem znów w prawo i jeszcze raz w lewo. Wszystkie to selfie, widoczna tylko twarz, a w zasadzie jej połowa. A, no i obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne. Czyli to takie podejście w stylu „chcę się pokazać, ale nie chcę, by mnie ktoś zobaczył”. Cóż, tylko że to nie Facebook ani Instagram. To aplikacja randkowa, więc jakby wygląd jest istotny. No sorry, tak samo dla mężczyzn, jak i kobiet.
Nie wypowiem się na temat profili bez zdjęć, bo aż szkoda słów. Aczkolwiek to też zabawne, bo bywa sporo takich, gdzie jest powiedzmy pięć zdjęć i są one następujące: na jednym rower, na kolejnym góry, potem samochód, jeszcze dalej screen z jakiegoś Forexa, a na ostatnim złoty zegarek. I opis w stylu „zdjęcia poniekąd mnie opisują”. Koniec. Dostałaś kobieto rebus i sobie go rozwiąż.
Jest też wiele profili o osobowości pod tytułem „jestem z zawodu dyrektorem”. Facet pokazuje się praktycznie tylko w garniturze, często ma wprost napisane, że jest managerem w ważnej firmie i generalnie tylko to. Praca, osiągnięcia. Zero osobowości. A ja się pytam – co czujesz rano robiąc pierwszy łyk kawy? Gdzie przenosi cię wyobraźnia, kiedy słuchasz ulubionego kawałka? Co cię wzrusza? Kim jesteś, gdy zdejmiesz marynarkę? Jaki jest twój odmóżdżacz po stresującej pracy? Który fast food jest twoim ulubionym i sięgasz po niego w te wszystkie dni, gdy raporty się nie zgadzały, deadline został przekroczony, a drogę do siłowni przecięła ci zwykła mżawka?
I wiecie co? Trudno dokopać się do tego wszystkiego, co znajduje się pod tym krawatem i białym kołnierzykiem. Czy to w ogóle istnieje? A ja jestem taką bestią i diablicą, że na mnie nie podziała stanowisko, wykształcenie, zegarek, samochód, a nawet Thermomix!
Osobną kategorię stanowią żonaci. I powiem szczerze, że akurat profil, w którym facet pisze o tym wprost nie jest największym złem tego świata. Moralnie każdy to sobie niech ocenia jak chce. Ja oceniać nie zamierzam, choć poglądy mam w tej kwestii sprzeczne. Ale mimo wszystko szanuję za otwartość. Sprawa jest jasna – gość jest żonaty, szuka kochanki i jawnie o tym pisze. Gorzej natomiast, jeśli typ udaje singla. To jest dopiero najgorsze zło tego świata! Tak samo, jak ci wszyscy, którzy szukają tylko seksu, a w profilu lansują się na takich super poważnych, szukających poważnego związku, takiego ze ślubem, dziećmi, zwierzakiem, domem i ogródkiem.
I jeszcze na koniec ostatni typ – przewijacze w prawo. Otóż, zostałam użytkownikiem premium płacąc haracz do T, dzięki czemu mam przywilej podglądania lajków, które otrzymałam. No i potem sobie czytam profile panów, którzy postanowili dać mi serduszko. A wśród nich na przykład koleś, który pisze, że nie chce mieć dzieci ani własnych ani twoich. Albo typ, który twierdzi, iż w sumie lubi zwierzaki, ale nie wyobraża sobie mieszkania z którymś pod jednym dachem. I potem tak to czytam drugi raz, by się upewnić, czy czegoś nie przekręciłam. I czytam potem jeszcze raz to, co sama w swoim profilu umieściłam. Cóż, nie da się ukryć, że równanie się nie zgadza. U mnie, jak wół napisane, że mam dziecko w opiece naprzemiennej oraz kota Stefana. Nawet mam jedno zdjęcie z nim. Zatem, panowie, gdzie było czytanie ze zrozumieniem? Albo chociaż przewijanie zdjęć do końca?
Nie wspomnę nawet o tym, że w swoim opisie zostawiłam haczyk do tego bloga. Myślicie, że ktoś tu wszedł i przeczytał cokolwiek?
Zostawię to pytanie bez odpowiedzi, bo ona jest raczej już oczywista. W przeciwnym wypadku bym nie pytała.
Wniosek mam tylko jeden na podsumowanie, chyba stary, jak świat – że aby poznać człowieka trzeba zjeść z nim beczkę soli. Albo i dwie. A to, co ludzie pokazują w internecie, nie tylko w uniwersum T, to tylko i wyłącznie jakaś kreacja. Maska. Ale no szkoda, że te maski są takie nudne! Niechby były oryginalne chociaż. Każdy miałby coś nietypowego. Jakże wtedy byłoby ciekawie. Bo teraz to się tylko nabawiłam alergii na lycrę i rower.