Osobliwe Uniwersum T

Odcinek drugi: pewnie nie wiesz o czym piszę

Ledwo kurz opadł po Olafie, a nagle napisał do mnie ktoś kolejny. Zdumiona byłam, jak to nagle ruszyła się fala. A przynajmniej jakieś małe tąpnięcie. Potrzeba było do tego punktu ponad dwudziestu przemilczanych kandydatów, by coś się znacząco ożywiło. Cóż, aplikacja T zdecydowanie uczy cierpliwości. Milczą parami, no i odzywają się również parami.

Rozmowa całkiem fajnie się kleiła, bardzo sympatycznie i lekko. Dawid, bo tak miał na imię ów delikwent (imię niezmienione), w przeciwieństwie do Olafa zapytał, czy na pewno szukam czegoś poważnego, gdyż bardzo mu na tym zależy. Zapunktował więc na wstępie. Dodał przy tym jeszcze, że tutaj na aplikacji to pełno dziwnych osób jest, więc woli się upewnić, co do intencji. No i takiego Dawida to ja akceptuję!

Znów bardzo szybko przeszliśmy na WhatsAppa. To był wieczór, więc długo nie popisaliśmy. Dialog rozkręcił się bardziej następnego dnia. Tylko, że następnego dnia miałam wrażenie, że piszę z kimś innym. Dawid dość szybko zmienił się z elokwentnego faceta na kogoś, kto jakby z lekka nie ogarniał rzeczywistości bieżącej. Ale jeszcze nie to było tutaj deal break’erem. No, przynajmniej jeszcze nie, bo jeszcze w tamtym momencie aż tak bardzo nie odpłynął. Za to nagle i randomowo wysłał mi zdjęcie swojego salonu. Bardzo bogato urządzonego. I to tak bez komentarza. Coś na zasadzie „patrz dziewojo, jaki jestem ustawiony!”. Zignorowałam to, gdyż co niby miałabym mu na to odpowiedzieć, skoro wysłał to zdjęcie bez kontekstu?

Niedługo później rozmowa zeszła na tematy kulinarne. Co było interesujące pod kątem logiki, gdyż jakieś parę minut wcześniej Dawid oznajmił mi, że nie odpisywał, bo musiał zjeść, a teraz poinformował, że szuka przepisu na cevapcici na Thermomixa. Cóż, ja zazwyczaj nie szukam przepisów zaraz po tym, jak się najem. Raczej przed, no ale dobra – pomyślałam, że Dawid już planuje kolację. Zapytał mnie, czy mam jakiś fajny przepis na to danie, ale konkretnie pod Thermomixa. Wyczułam szpan na Thermomixa i przeszły mnie subtelne ciarki żenady. Ale jak to ja – kulturalnie, z empatią oraz uśmiechem odpisałam, że nie mam Thermomixa, bo gotuję analogowo. Dawid skwitował to krótko, że w takim razie to on będzie w domu od gotowania, a ja od sprzątania i ładowania zmywarki. Zaprotestowałam pisząc, żeby nie odbierał mi tej przyjemności i że możemy się po prostu podzielić wszystkimi z tych obowiązków, zmieniając się. Zignorował ten pomysł oraz dynamicznie zmienił temat.

Im dalej dzień mijał, tym dziwaczniejsze były wiadomości od Dawida. Pośród nich zdjęcie drogiej whisky na jeszcze droższym blacie kuchennym. Stwierdził, że rodzina go wkurzyła i musi się napić. Czy może nawet ja go wkurzyłam? Tak, możliwe, że to nawet ja byłam tą pierwszą, która zesłała go na drogę alkoholową w owym dniu, ponieważ zapytałam go, czy nie pisze z innymi dziewczynami. Pytał mi się po raz kolejny o tę samą rzecz i wyglądało to, jakby gubił wątki. Dawid w ogóle tak bardzo gubił wątki, że parę razy zastanawiałam się, czy ja aby na pewno piszę z człowiekiem. Lecz potem zdałam sobie sprawę, że sztuczna inteligencja jest dziś na tyle inteligenta, że wręcz nie byłaby w stanie tak bardzo halucynować. Poziom jego wypowiedzi przypomniał takie pierwsze, tępe czat boty sprzed, co najmniej pięciu lat.

Ale.

Punkt kulminacyjny miał dopiero nastąpić.

Dawid stwierdził pod wieczór, że musi sobie coś obejrzeć w internecie na odstresowanie – jakiś film. Napisał, że może by sobie włączył tę nową „Lalkę”, po czym zaraz dodał magiczne zdanie: „pewnie nie wiesz o czym piszę”. Tak. Że niby nie mam pojęcia, co się ostatnio dzieje w kinematografii i na pewno nie słyszałam o super głośnej produkcji Netflixa ekranizującej na nowo słynną lekturę licealną (której temat miałam do wyboru na maturze z polskiego – ale wybrałam „Dziady”, bo ja to ja).

Zatkało mnie i nie powiem – podniosło mi się ciśnienie. Zwłaszcza, że podałam wiele szczegółów w swoim profilu, jak chociażby to, że piszę powieści i bloga. I że mam wyższe wykształcenie. No i w ogóle… Ech, nieważne. Dawid na pewno miał swoje uzasadnienie tego stwierdzenia, dlatego dokładnie o to go zapytałam – dlaczego uważa, że nie kojarzę tej nowej ekranizacji? Jego odpowiedź? Banalnie prosta: „tak myślałem”. I koniec wyjaśnień. Kurtyna.

Ale.

Ja nadal go nie zablokowałam. Tylko z całą swoją cierpliwością oraz empatią podałam mu kilka rekomendacji filmowych, zarówno z kina polskiego, jak i mojego ukochanego skandynawskiego. Zignorował to.

Potem to już tylko zadziały się napisy końcowe w postaci wygenerowanej przez czata GPT wiadomości pożegnalnej, wyjaśniającej, że do siebie nie pasujemy. Czy coś w ten deseń. Nie zamierzałam na tego człowieka już tracić więcej energii, więc bezczelnie wysłużyłam się moim wiernym sługą i fanem zarazem – Czatysławem. Czatysław, jak prawdziwy, czy raczej sztuczny rycerz na algorytmicznym koniu, wybawił mnie od tego jegomościa generując bardzo rzeczowe i konkretne, ale i kulturalne zakończenie znajomości.

A ja dopisałam sobie Dawida do listy zwierząt egzotycznych, które miałam okazję w swoim życiu spotkać.

„Pa, pa, miły motylku!”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights