Na pełnym morzu

Wylosowałam się dziś mroczna

Mam ostatnio jakieś dziwne i częste flashbacki z przeszłości, które przychodzą w losowych momentach dnia. Rozmaite. Jedne sprzed zaledwie paru miesięcy, inne sprzed dwudziestu, a nawet trzydziestu lat. Podobno człowiek przed śmiercią widzi swoje życie, jak film. Jeju, no nareszcie!

Tak bardzo nic nie czuję, że nawet pisząc trudno mi znaleźć w sobie jakiekolwiek emocje. Jestem absolutnie wyłączona. Żadnych dram, żadnej euforii. Największa radość z dnia? Gdy mam dość czasu, aby zrobić sobie jajeczniczkę na śniadanie z pomidorkami i przegryzać świeżym chlebem z masłem.

Chyba nigdy wcześniej nie byłam tak mocno utwierdzona w przekonaniu, a przede wszystkim chęci do tego, by nigdy nie wejść w żaden związek romantyczny. Ja naprawdę tego nie potrzebuję w swoim życiu. Jestem zbyt zmienna, zbyt dynamiczna, by ktokolwiek mógł wejść w mój rytm. Nie chcę kuli u nogi i nie chcę potem tej kuli gnębić, kiedy zacznę tracić cierpliwość. Ja naprawdę jestem kompletna sama ze sobą. Nie mam nawet potrzeb cielesnych. Potrafię to wyłączyć i totalnie nad tym panować. Jak nad głodem, czy czymkolwiek, co wymaga silnej woli. Na przykład, gdy zaczynał się Wielki Post zadecydowałam, że będę jeść tylko dwa posiłki dziennie, bez słodyczy i alkoholu. I tak po prostu zrobiłam. Bez trudu. Bez chwil słabości. Przez ponad czterdzieści dni. W zasadzie to było dla mnie słabe wyrzeczenie bo przyszło mi zbyt łatwo.

Tylko teraz mam problem, bo moje fancy spodnie w rozmiarze czterdzieści są za duże.

Stałam się mistrzynią kontroli. Tak uważam. I dobrze mi z tym.

A, co do tych fleshbacków – przemykają mi przed oczami tylko te najczarniejsze chwile z mojego życia. Krzywdy mi wyrządzone, które nigdy nie doczekały się wyrównania rachunków. Nie chcę na to patrzeć, ale mój umysł usilnie odtwarza wizje i zmusza do poczucia choćby grama tamtych emocji. I jedyne, co jestem w stanie poczuć to tylko większe obrzydzenie wobec tych wszystkich katów. I jeszcze nienawiść. I chęć zobaczenia ich upadku. Taka jestem mroczna, o.

Nie jestem święta, ale uważam się za osobę wybitnie bezkonfliktową. To w jaki sposób zakończyłam swoje małżeństwo, a następnie poprowadziłam dalszą relację, jest na to najlepszym dowodem. Konflikty mnie niszczą, spalają moją energię, więc unikam ich, jak ognia, którym zaiste są. Dlatego tym większy żar wściekłości się we mnie rodzi, gdy pomyślę, że ktoś mógł skrzywdzić taką osobę jak ja – która nigdy nie wyrządziła nikomu krzywdy z premedytacją, a jak wyrządziła, to robiła wszystko, by to zrekompensować. I która zawsze dawała z siebie trzysta procent normy. Taka jestem mroczna. O.

Chyba muszę to powiedzieć – nie lubię ludzi. Nigdy nie miałam kogoś, kto byłby mi wybitnie bliski. Kogo dopuściłabym do swojego centrum. Nikt nie znalazł do mnie klucza albo ja w ostatniej chwili postanowiłam zmienić zamek.

Chyba muszę to powiedzieć – bardziej zaufałabym dzikiemu zwierzęciu niż człowiekowi. Bo pośród dzikich zwierząt, to właśnie człowiek jest największą bestią.

Taka jestem mroczna. I wyłączona z emocji.

Verified by MonsterInsights