Na pełnym morzu

Wyśniony Dżordż

Nie ma chyba lepszego uczucia aniżeli świadomy sen, z którego nie budzisz się automatycznie. Wiesz, że śnisz i że możesz puścić wodze fantazji, a wszystko co w tym śnie zrobisz – poczujesz naprawdę. Chyba pierwszym, co wtedy czynię to wznoszę się w górę i latam. Czasami chcę się skomunikować z konkretną osobą, ale to nie zawsze jest możliwe i nie ode mnie zależne. To teraz załóżmy, że aktualne życie też jest snem. Symulacją. Czymś złudnym, z czego ktoś nas kiedyś odłączy albo nawet i my sami zdołamy się po prostu ocknąć. Skoro wiem, że moje życie jest tylko wyobrażeniem, to mogłabym również puścić wodze fantazji i pofrunąć. Lecz ja i tak pragnę się po prostu obudzić.

Wcale mnie to nie pociesza. Nie mam ochoty latać. Na nic nie mam ochoty poza tym, by tylko przetrwać do pierwszych dźwięków budzika. Zupełnie, jakby moja ziemska noc była totalnie bezsenna. Albo śnię zbyt płytko? Albo może właśnie zbyt głęboko, dusząc się jakąś zmorą?

Ostatnio postanowiłam upiec placek drożdżowy. Ciasto wyszło idealnie. Urosło chyba czterokrotnie. Wyglądało, jak z Instagrama. Pomyślałam, że to dlatego, że drożdże mnie kochają, a ja kocham drożdże. Jakoś tak zawsze lekko wychodziły mi ciasta nimi sterowane. Wiem, jak je podkarmić i wiem, że dobrze podkarmione zamienią moje ciasto w przepiękną, pulchną kulę. Tak było i tym razem. Ale potem dorzuciłam bezczelne truskawki, które w piekarniku postanowiły rozpętać wojnę. Dżordż, bo tak nazwałam swój placek – zawiódł mnie, jak każdy facet w moim życiu. Długo nie chciał się upiec, aż w końcu wyjechał z pieca nieco przypalony, z jakimś dziwacznym kisielem truskawkowym w środku. Znów to samo. Stworzyłam idealną bazę, wystawiłam całe serce na patelni, czy może raczej blaszce w tym przypadku, a on mnie zawiódł. Kolejne imię dopisane do listy. Całe jednak szczęście, że Dżordż był tylko plackiem.

Czasami się zastanawiam, jaką byłabym dziś kobietą, gdybym zdecydowała się oddać serce komuś innemu. Czy to możliwe, że byłabym dziś taką standardową żoną i matką, która urządza imieniny, smaży kotleta w niedzielę, biega po sklepach w poszukiwaniu najsmaczniejszych pomidorów, stawia na parapecie w sypialni albo salonie rząd storczyków, jest matką polką, która dla swojego bąbelka w ogień wskoczy i poświęci dla niego swoją kobiecość bez wahania, obcina sobie etat w pracy, bo dzieci albo czepia się o każdą pierdołę do wychowawczyni w szkole? Hm, a może to nie zła miłość zniszczyła mnie tylko ja po prostu od zawsze byłam jakaś inna? Niedopasowana? Tak sobie myślę, że może moi wszyscy ex, gdyby tylko trafili na kogoś innego niż ja, to byliby dziś szczęśliwymi mężami i ojcami? A może oni nigdy się na takowych nie nadawali, więc trafili na mnie, bym ich naprostowała i naprawiła?

Tak jak naprawiłam koniec końców Dżordża. Posypałam go cukrem pudrem, wcześniej odcinając najbardziej przypalone części i okazało się, że był zjadliwy.

Pamiętam pewne zdarzenie z czasów, kiedy ex mąż był jeszcze tylko moim chłopakiem. Odprowadził mnie na dworzec, gdyż wówczas byłam studentką i dojeżdżałam pociągami na uczelnię. Na dworcu podszedł do nas żebrak prosząc o drobne. On go bezdusznie zbył, z góry zakładając, że to kłamca, który na pewno kupi sobie za wyżebrane pieniądze alkohol. Uderzyło mnie to. Po jakimś czasie, kiedy zdecydowałam z nim zerwać, mu to przypomniałam wyrzucając oziębłość. A teraz flashback. Sytuacja z wczoraj – z procesji Bożego Ciała. Byliśmy oboje, bo nasza córka sypała kwiaty. Jednak w połowie musieliśmy się wyrwać, bo małej zrobiło się słabo, a ja dodatkowo spieszyłam się do domu, gdzie zaraz mieli odwiedzić mnie goście. Idąc pospiesznie do samochodu zaczepiła nas kobieta prosząc o pieniądze. W miejscu, w którym zazwyczaj grasują alkoholowi menele. Zbyłam ją natychmiastowo, nie wysłuchując do końca. Jakoś tak bez emocji. A mój ex został, wysłuchał i dał jej kasę. To aż śmieszne, co się wydarzyło. Pomyślałam sobie, że zrobiłam dobrą robotę i że on może dopiero teraz nadawałby się do tamtej mnie sprzed tych piętnastu lat. Lecz ja dziś jestem już zupełnie kimś innym. Może takim nim sprzed piętnastu lat? Może ja go naprawiłam, a on mnie zepsuł?

Dziwne te sny w tym dziwnym świecie nam się po głowach plączą. Może warto puścić wodze fantazji i trochę polatać?

Verified by MonsterInsights