Na pełnym morzu

Lonely broken angel

Norweskie lato. To moje pierwsze skojarzenie, gdy patrzę na to zachmurzone niebo, mżawkę oraz temperaturę z trudem dobijającą do dwudziestu stopni. Tak dobrze mi się kojarzy norweskie lato. Mam od razu przed oczami fiordy, Drogę Trolli, setki wodospadów, lodowce oraz tę żywą zieleń, naturę niczym niezakłóconą. Czuję w nozdrzach to superpowietrze. Jednocześnie leci mi teraz na playliście Seya i jestem nagle w słonecznym, czerwonym Marrakeszu. Pamiętam każdy szczegół tego miasta oraz miłości, którą tam przeżywałam. Moje ukochane kraje. I nawet oba w ćwierćfinałach Mistrzostw Świata. Jeśli przyjdzie im zagrać przeciw sobie, to mój świat się chyba skończy.

Mam tyle do roboty po robocie – jakieś prasowanie, sprzątanie, dosypywanie ziemi do kwiatów, ale nie mogłam sobie odmówić siedzenia na balkonie w tej deszczowej aurze i pisania. Kocisko oczywiście zawsze obok. Coraz częściej boję się, że będę musiała pożegnać się z nim wcześniej niż później i nie potrafię sobie wyobrazić, jak ja to przeżyję. Obserwuję go bacznie i kiedy tylko śpi jakoś zbyt długo, zaczynam się martwić. Niestety, jedenaście lat to już dość zaawansowany wiek, jak na kota, a ja jeszcze nigdy nie miałam zwierzaka tak długo. Mój świat się chyba skończy, gdy zabraknie mi tej dupki puchatej.

Niby przywykłam już do tego, że jako kobieta po trzydziestce, a nawet trzydziestce piątce jestem niewidzialna, ale to nadal boli, gdy tak ostentacyjnie ludzie ci to pokazują. Idąc do sklepu wyprzedziło mnie na chodniku dwóch młodych mężczyzn – w chwili, gdy mnie mijali prawie zepchnęli mnie w krzaki, jakby dosłownie mnie nie widzieli. Mało tego, jeden z nich dokładnie w momencie zrównania się ze mną wypuścił z ust bucha pary po epapierosie tym samym zrzucając na mnie całą tę chmurę dymu. Ludzie tracą swoją ludzkość. Ten świat się chyba kończy.

Tak bardzo czasem chciałabym czuć mniej, widzieć mniej, robić mniej. Tak bardzo czasem chciałabym się stępić i prowadzić bardzo przyziemne życie. Kierować się instynktami. Postawić pieniądz na pierwszym miejscu. Związek sprowadzić do poziomu wyłącznie pożądania oraz statusu społecznego i pewnego rodzaju układu. Mam wrażenie, że tylko wówczas mogłabym być naprawdę szczęśliwa.

Niestety, jestem wyposażona w takie dziwne czujniki, że takie proste życie nie jest dla mnie możliwe. Dar i przekleństwo. Chyba bardziej przekleństwo. Czuję się, jak kosmitka. Czuję, że nie pasuję do swojego otoczenia. I nie wiem, czy jest miejsce na tej Ziemii, gdzie czułabym się pasująca. Jestem wiecznym outsiderem.

Znów naszło mnie to uczucie, że jak tylko widzę gdzieś mężczyznę, to czuję lęk. Nie strach – lęk. Mam ochotę uciekać. Parę dni temu w Ikei jeden o mało na mnie nie wpadł, co dla normalnej kobiety byłoby fajnym punktem zaczepienia do wymiany jakiegoś uśmiechu, żartu, rozmowy, itp. Ale dla mnie to było coś strasznego. Odwróciłam głowę, skrzyżowałam ręce, zrobiłam szybki unik na bok skulona w sobie maksymalnie, jak taki spłoszony jeż. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to mogło być coś fajnego. Lecz ja się zablokowałam. I w sumie jednak tego nie żałuję. Bo wiem z doświadczenia, że to właśnie tylko teoretycznie mogło być coś fajnego.

Dwanaście godzin pracy w piątek, kolejne dwie w sobotę oraz jeszcze parę nadgodzin z czwartku i środy zapewne mi się mocno odbije na psychice. Ciekawe, kiedy nastąpi kumulacja i wybuch. Bo u mnie to nie jest tak od razu. Dziś jak gdyby nigdy nic znów usiadłam do pracy i normalnie pracowałam cały dzień. Ale wiem, że w końcu padnę. Wyłączy mi się zasilanie i padnę. Nie wiem, jaki będzie objaw tym razem, lecz z pewnością nie będzie miło. Może ten lęk przed facetami jest zwiastunem?

Retro Merkurego znów ciśnie obrazami z przeszłości. Znów, jak film przewijają mi się w myślach kolejni bohaterowie moich miłosnych porażek. To faktycznie jest aż śmieszne – coś się przypomina tak starego i zakopanego, że nie mogę wyjść ze zdziwienia, a potem patrzę na datę – no tak, Merkury znów się cofa. Jakoś tym razem mnie te obrazy nie ruszają specjalnie. Patrzę na nie, jak na setną powtórkę znudzonego serialu emitowanego w prime timie, kiedy to miałabym ochotę obejrzeć coś nowego i się zrelaksować wieczorem. Zastanawiam się tylko, co Merkury tym razem chce mi przekazać. A może mnie tylko testuje? Sprawdza, jak bardzo emocjonalnie zareaguję na te same triggery? No to już nie reaguję, pani Merkury. Możesz pan iść w pizdu z tymi swoimi odgrzewanymi kotletami. Chcę nowy sezon czegoś. Nawet jeśli to będzie kolejna drama. A wiem, że tak, bo na moim planie duszy tylko takie menu.

Idę ogarnąć to znienawidzone prasowanie i sprzątanie, by móc potem bezczelnie włączyć Netflixa, zjeść chipsy i wypić lampkę wina. Bo tak. Dość się napracowałam ostatnio i mam prawo wypić wino w zwyczajny poniedziałek, jak ten. To mój jedyny przyzimny luksus i namiastka prostego życia.

Potem znów będę myśleć i czuć za bardzo.

Verified by MonsterInsights