Wszystkiego najlepszego
Jestem mężczyzną. Zaradnym, ustawionym życiowo. Mam naprawdę dobre serce i wrażliwość. Nie mam wygórowanych marzeń – najważniejsze jest dla mnie, by być zdrowym, by znaleźć sobie fajną kobietę, z którą założę kiedyś szczęśliwą rodzinę i by móc normalnie żyć.
Pewnego dnia zakochuję się do szaleństwa. Pragnę przychylić jej nieba. Spełniam wszelkie jej zachcianki, których jest coraz więcej, ale nie przejmuję się tym, bo tak wspaniała kobieta przecież zasługuje na wszystko, co najlepsze. Ona kiedyś będzie matką moich dzieci, będzie znosiła trudy ciąży i porodu, zatem muszę o nią zadbać. Ona będzie kiedyś tą, która stworzy nasz dom – napełni go ciepłem, spokojem i cudowną atmosferą. Ze zwykłych czterech ścian zbuduje oazę, w której będę mógł się regenerować po każdym ciężkim starciu w pracy.
Pragnie drogich i coraz droższych prezentów – markowych ciuchów, biżuterii, wyjazdów zagranicznych do rajskich miejsc. Oczekuje, że będę ją woził luksusowym samochodem, więc szybko zamieniam swoje Polo na BMW. Mam własną, rozkręcającą się firmę, więc mogę sobie pozwolić na leasing. Parę podpisów i już – pachnące skórami z M pakietem stoi w moim garażu. Wszystko dla mojej damy. A i dla mnie radocha, bo który facet pogardziłby taką maszyną?
Gdy zaczęły zbliżać się jej urodziny w sierpniu byłem cholernie poddenerwowany. Uznałem, że to będzie idealna data na zaręczyny. Zaplanowałem wszystko z najmniejszymi detalami. Kolacja w najdroższej restauracji w mieście, gdzie sama rezerwacja stolika kosztuje dwa tysiące złotych, do tego umówiłem się z lokalnym artystą muzykiem, by zgodził się zagrać mini koncert specjalnie dla nas. W kwiaciarni zamówiłem dwadzieścia siedem czerwonych i długich róż – dokładnie tyle, ile ona skończy w tym dniu lat. I najważniejsze – pierścionek. Duży brylant, najczystszego szlifu, oprawiony w żółte złoto najwyższej próby. Zapożyczyłem się na niego w banku, bo nie chciałem kupować przeciętnego pierścionka z brylantem, takiego, co to można dostać u byle jakiego jubilera na niemal każdym rogu.
Tego dnia postanowiłem ją zaskoczyć. Powiedziała mi, że wybiera się do kosmetyczki, bo skoro to jej urodziny, to pragnie wyglądać najpiękniej od samego ranka. Wiedziałem doskonale, do którego salonu chodzi, więc postanowiłem tam pojechać. Wymyśliłem to sobie dosłownie na ostatnią chwilę. Nie chciałem, by czekała aż do kolacji, by poczuć się wyjątkowo, więc uznałem, że już teraz muszę wręczyć jej bukiet i prezent urodzinowy. Oświadczyny miały zatem skraść tylko wieczór z jej urodzinowego dnia. Przygotowałem inny bukiet oraz inną biżuterię na prezent – bransoletkę. Tak, tak, dobrze myślisz ty, który to czytasz – zamierzałem tego dnia podwójnie ją obdarować – najpierw z okazji urodzin, a potem w ramach oświadczyn.
Niestety, nie zastałem jej w salonie. Zdenerwowałem się. Wpadłem w panikę, bo od razu czarne myśli zaczęły przychodzić mi do głowy – że coś się musiało stać, że nie dotarła, bo miała jakiś wypadek. Dzwonię – nie odbiera. Poczułem, jak tracę grunt pod nogami. Nie wiedziałem, czy zacząć obdzwaniać szpitale, czy biec na policję. Wtedy przypomniało mi się, że ona lubiła często odwiedzać swoją przyjaciółkę, mieszkającą ze dwie ulice stąd. To dało mi nadzieję, że ona zapewne najzwyczajniej w świecie pije sobie kawę z przyjaciółką i jest cała, i zdrowa. Nigdy nie byłem u tej przyjaciółki, ale znałem adres bo kilkukrotnie podwoziłem moją ukochaną do niej swoim luksusowym autem. Bez większego namysłu wsiadłem i pojechałem w to miejsce.
Wychodząc z samochodu zabrałem bukiet oraz prezent. Widząc, że ktoś otwiera drzwi na klatce, przemknąłem się szybko za nim. Nie znałem numeru mieszkania, ale po chwili przypomniało mi się, jak kiedyś moja ukochana wspomniała o nim w rozmowie telefonicznej z przyjaciółką, a ja przypadkiem to usłyszałem. Nie byłem, co prawda pewien, czy chodziło o ten numer, lecz nie mając wyboru udałem się wprost pod te drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem. Raz i drugi. Wreszcie usłyszałem, jak ktoś przekręca zamek. Moim oczom ukazał się półnagi mężczyzna, wyraźnie wkurzony, że ktoś zawraca mu głowę. Był wysoki i świetnie zbudowany. W pierwszej sekundzie poczułem się przy nim, jak zwykły mięczak. Już zacząłem go przepraszać, że pomyliłem mieszkania, kiedy nagle zza jego pleców wyłoniła się ona – moja ukochana.
Była roznegliżowana i spocona. Gdy mnie ujrzała wyglądała, jakby zobaczyła ducha. Ten mięśniak spoglądał raz na mnie, raz na nią, równie zdezorientowany, jak ja. Zaczęliśmy oboje rozumieć, co się stało, choć widziałem w jego oczach, że ta prawda jest zarówno dla niego, jak i dla mnie zbyt bolesna, by uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Od tamtej chwili poprzysięgłem sobie, że nigdy nie zaufam żadnej kobiecie. Że będę je wykorzystywał tak samo, jak one potrafią cynicznie wykorzystywać mężczyzn.
Jestem kobietą. Poznałam takiego mężczyznę, jak ten. Wykorzystał mnie, mimo, że ja dałam mu serce na tacy. Od tamtej chwili poprzysięgłam sobie, że nigdy nie zaufam mężczyźnie. Że będę ich wykorzystywać tak, jak oni wykorzystywali mnie.
To błędne koło trwa i kręci się w najlepsze. Z okazji Dnia Kobiet i nadchodzącego Dnia Mężczyzn życzę Wam, moim Drodzy Czytelnicy oraz sobie, by to błędne koło wreszcie się przerwało.