Sztorm

13 przystanków

Całymi dniami próbuję zagłuszyć myśli, zamazać obrazy, które wracają nieustannie. Wiem, że to nie ma sensu. Że i tak podświadomie wcale nie chcę tego robić. Logika podpowiada, że muszę, by pójść dalej. Ale ja nie potrafię. Nie potrafię zrozumieć, co się stało. Jak można było z tak pięknego i filmowego początku po prostu przejść nagle do takiej pustki? Moja głowa tego nie ogarnia. Mam kaszankę zamiast mózgu. Potrzebuję domknięcia, którego nie ma i nie wiem, czy ono jest jakkolwiek możliwe do osiągnięcia.

Tramwaj numer dwanaście. Rześki, październikowy poranek. Plecak z laptopem, w uszach słuchawki i oczywiście power metal. Siadam sobie na pojedynczym siedzeniu w takim najbardziej introwertycznym kącie, jaki znajduję. I słucham. I obserwuję. Myśli moje wygłaszają podcast.

Co się stało? Co się tak naprawdę stało? A może jednak rozbiłaś się tym samochodem, tam, wtedy, w górach? I wszystko, co się zdarzyło później to był sen? Może przeleżałaś w jakiejś śpiączce po wypadku? A może nadal w niej leżysz?

Następny przystanek: Bystra.

Ale ja przecież niczego nie żałuję. Napisałam tak, jak czułam. Wywaliłam najszczersze emocje na tacę. I serce na tacę. I całą siebie na tacę. Tak, jak tylko ja potrafię. Pomimo wcześniejszych złamań – otwarłam się. A potem? Co się potem stało? Dlaczego ten spokój zaczął mi nagle przeszkadzać? Dlaczego potraktowałam to jak coś nienormalnego? Dlaczego?

Następny przystanek: Starołęka Mała.

Nie zapominaj idiotko, że on niczemu nie zaprzeczył! On niczego nie poczuł już wcześniej, a ty to po prostu wyczułaś, nazwałaś i obwieściłaś. Z grubej rury. Tak bezczelnie, od poniedziałku. Znasz schemat, więc wiedziałaś, co robić, aby się chronić. Nie on pierwszy narobił nadziei, zaczął z wysokiego C, a potem przestał się interesować. I co, chciałaś to ciągnąć i pozwolić się znów wkręcić w emocjonalną huśtawkę? Zapomniałaś już, jak to bolało? Jak cię to przeorało?

Następny przystanek: Rondo Starołęka.

A, co jeśli go odstraszyłam? Tą moją dziwacznością? Tą moją historią, przeszłością? Tym moim dziwnym domem? I całym dziwnym światem? A, co jeśli jestem niewystarczająca, by ktokolwiek był w stanie mnie pokochać?

Następny przystanek: Rondo Starołęka.

Nie waż się tak mówić! Widocznie to nie ten. Widocznie to kolejna lekcja. Widocznie to jeszcze nie koniec tej mordęgi. Może całe twoje życie będzie tylko i wyłącznie serią bolesnych lekcji, z których na razie nic nie wyniknie. Może dopiero w przyszłym życiu zasłużysz?

Następny przystanek: Osiedle Rzeczypospolitej.

„Rozmawiając z tobą myślałem, że to sen (…) Oddaję ci mą duszę, a z nią miłość bez granic. Będę cię na zawsze kochał i nie zmienię zdania za nic. To uczucie we mnie płonie i nigdy nie przestanie. Na zawsze w moim sercu – tylko ty kochanie (…) Niech raz po mojej stronie stanie przeznaczenie”. Kurwa, dlaczego mi się załączyła ta piosenka…? Mam łzy w oczach. Za chwilę ludzie będą się na mnie gapić. Boże, co za wstyd…

Następny przystanek: Osiedle Piastowskie.

Jakie piękne, kolorowe, jesienne liście. I słońce takie ostre, takie inne niż wtedy latem. Takie jakieś lepsze. Jakże jeszcze piękniej byłoby teraz w górach… A może w sobotę? A może by jednak pojechać do Wrocławia na wycieczkę? Tyle razy przez to miasto przejeżdżałam, a nigdy nie byłam w centrum. Nigdy nie zwiedziłam rynku, ani niczego. To przecież wstyd! Ale z Wrocławia już przecież jest tak blisko… Serce by mi chyba pękło…

Następny przystanek: Wioślarska.

Czy on na pewno nic nie poczuł? Nie zaprzeczył niczemu, ale też nie potwierdził. Boże, czy ja właśnie szukam nadziei, jak igły w stogu siana? Nawet jeśli poczuł, to milczy. Nie zaprzątaj sobie nim głowy. Błagam, odpuść. Nie pamiętasz, jak sama musiałaś się ratować podczas infekcji? A pole kukurydzy? To był tak idealnie romantyczny moment do wykorzystania, lecz on nic nie zrobił. Nic. Masz więc swoje odpowiedzi. Zapomnij. Idź dalej. Odinstalowałaś T, więc może teraz pora na B?

Następny przystanek: Rondo Rataje.

Czemu ta bimba tutaj zawsze tak długo stoi? Jezu, żeby zaraz nie wsiadła jakaś pretensjonalna babcia tramwajowa… Tak mi się dobrze siedzi… Nie chciałabym opuszczać tego miejsca przedwcześnie. Przecież nawet jeszcze kawy nie wypiłam. Nie ustoję na nogach. A może…? A może jakimś cudem jestem w ciąży i mam absolutne prawo siedzieć w tramwaju? Zaraz, ciąży? Czy ja właśnie tracę resztki zmysłów?

Następny przystanek: Rondo Rataje.

O, posadzili krzaczki pigwowe na rondzie! Pełne owoców. Jakie piękne. Tylko chyba niezbyt zdrowe do spożycia w oparach tylu spalin oraz ciężkich emocji kierowców, którzy nie ogarniają tego ronda. Przed remontem było trudne. Po remoncie stało się jeszcze trudniejsze. W sumie podobnie jak ze mną… Coraz gorzej ze mną po każdej życiowej lekcji. Zwłaszcza po tych uczuciowych. Staję się coraz trudniejsza i mniej sprawna do wejścia w związek, mimo, że moje serce umiera z samotności. A marzenie o bukiecie czerwonych róż zyskało status najbardziej nieosiągalnego spośród wszystkich. Łatwiej ziści się marzenie o rychłej śmierci mojej.

Następny przystanek: Serafitek.

Politechnika, moja uczelnia. Pamiętam, jak tutaj wsiadaliśmy z chłopakami w tramwaj na Wildę, na laborki. To było zawsze takie stresujące. Najbardziej chyba te z technologii sieciowych. Ach, to były piękne czasy!

Następny przystanek: AWF.

Warta taka spokojna. Zamglona taka. Mogłabym tutaj zrobić idealne zdjęcia. Kurczę, gdybym tylko się nie spieszyła do pracy. A może się poświęcę jutro i wstanę o szóstej, przyjadę tutaj i zrobię sesję? Nie… nie dam rady… Chyba nie dam rady… Czy to możliwe, że jestem w ciąży? Niezależnie od wszystkiego, naprawdę bym się ucieszyła. Ale wiem, jak wielki cud musiałby się wydarzyć i wiem też, że mnie takie cuda omijają szerokim łukiem. Z drugiej strony, może jednak lepiej, jeśli nie jestem – wówczas naprawdę nic mnie nie będzie z nim łączyło, nie będzie pretekstu do rozmowy, będę mogła pójść dalej. Tylko czy ja mam siły, by pójść dalej?

Następny przystanek: Półwiejska.

Okres planowo za jakieś 4 dni, lecz czuję po sobie, że nadejdzie wcześniej. Może jeszcze dziś. Nie wiem, czy przyniesie mi ulgę czy rozpacz. Jestem idiotką. Skończoną idiotką. Jeśli ktoś teraz słyszałby te moje myśli, to uciekłby ode mnie. Tak jak on – odjechał, zamilkł, poddał się. Zrobił to nie bez powodu.

Następny przystanek: Wierzbięcice.

Trzeba wysiadać. Ale taka fajna piosenka leci. Nie chce mi się jej zatrzymywać. Nie chce mi się włączać kompa i logować się do systemu. Nie chce mi się gadać z ludźmi. Nie chce mi się tłumaczyć, co zrobiłam wczoraj i co zamierzam zrobić dziś ze swoim zadaniem. Jedyne, czego mi się naprawdę chce to kawy. Tak, kawa w biurze smakuje jakoś lepiej. Albo mi się tak tylko wydaje, bo kojarzę ją z chwilą wytchnienia. No nic, wymarsz z tramwaju i marsz do kołchozu. Trzeba odbębnić swoje, a potem się spieszyć do domu, nim Mała skończy lekcje. Jakże mogłabym utrzymać jakąkolwiek ciążę, skoro robię 15 rzeczy na raz i stresuję się 15 razy na minutę? Nawet jeśli zaszłam, to zapewne nie zdążę się o tym dowiedzieć…

Cześć! Dzień dobry! Miłego dnia!

I znów ten przyklejony uśmiech numer 15. Maska numer 4. I tramwaj numer 12, który odjechał dalej. Z moimi myślami.

Verified by MonsterInsights