Na pełnym morzu

Zapowiedź Dżemu z Papai

Kostka jeszcze opuchnięta od prawie zwichnięcia, buty ciągle leżą w kącie i czekają na wyczyszczenie, w telefonie tysiąc zdjęć. Nostalgia. Jakoś tak tutaj nieswojo. Choć każdego dnia, tam na końcu świata, śmiałam się więcej niż przez całe swoje życie, to mam po wszystkim dziwnie wymieszane uczucia. Zapewne emocje jeszcze się trawią, lecz jak dotąd nie są to takie wodotryski, na które się zapowiadało.

Na koncie zaliczony kolejny wyjazd. Całkiem inny niż wszystkie. Obiecałam z niego poczynić serię wpisów, jak to zwykle mam w zwyczaju, ale teraz czuję dziwną ku temu presję. Chyba za dużo powiedziałam i ciśnie mnie jakaś wewnętrzna cenzura. A tego nie lubię. Cóż, może z tych szumnych zapowiedzi nie powstanie nic?

Trochę żałuję, że zdjęłam z siebie aurę tajemniczości. Że zdradziłam się ze swoimi urodzinami, ze swoim pisaniem. Zwłaszcza, że tak jak mogłabym się tego spodziewać, wzbudziło to pewne kontrowersje. Ale to nie to rzuciło cień na tę wyprawę.

Cień przyszedł nagle, znienacka, niemalże w ostatnim dniu. I jako typ osobowości INFJ wyzwolił się we mnie ten Judging na najwyższych obrotach. Nie mam tolerancji na wątpliwie moralne zachowania. Absolutnie żadnej. I choć przez moment myślałam, że dopisałam sobie coś między wierszami, to szybko porzuciłam te wahania. Nie, niczego sobie nie dopisałam. To dokładnie tak wyglądało. I było przegięciem. Lecz nie zamierzam na ten temat napisać już ani kropki, bo ktoś kto nagina takie zasady nie zasługuje, by o nim pisać. Nawet negatywnie. Obojętność jest przecież gorsza niż nienawiść, prawda?

Ale. Do rzeczy.

Seria powstanie. Zdecydowałam dokładnie w tej chwili. Może nieprędko, bo mam przed sobą ważną uroczystość do zorganizowania oraz te buty do wyczyszczenia. I parę innych spraw.

Tymczasem, znikam za nawiasem.

Verified by MonsterInsights