Osobliwe Uniwersum T

Odcinek czwarty: duchy

Temat ghostowania jest ostatnio tak samo modny i popularny, jak codzienne wieści o podwyżce cen paliw oraz niekończących się wojnach. W uniwersum T to chleb powszedni. Tam to już naprawdę przeszło w normę, a nie jakąś toksyczną anomalię. Chcesz poczuć się jak gówno? Pragniesz poznać, jak to jest być niewidzialnym? Zastanawiasz się, jak wspaniałym uczuciem jest obojętność? Nie czekaj! Zarejestruj się w dowolnej aplikacji randkowej! Płacz po nocach gwarantowany!

Aj, gorzko się zrobiło. Jakoś tak. Lecz mi dziś nie jest gorzko. Jest potwornie smutno. Tak bardzo, bardzo i tak do szpiku kości głęboko. Myślę, że czas najwyższy zakończyć to doświadczenie. A tym bardziej czas najwyższy, by wreszcie pogodzić się z samotnością. Nie jest mi dane być w związku. Zwłaszcza w szczęśliwym. I nie potrafię pojąć, skąd u mnie jeszcze taka naiwność?

Kurwa, za 45 minut przyjedzie po mnie Uber i zawiezie na zbiórkę, skąd mam wyruszyć dalej na bal. Tylko, że ja nie mam nastroju na żaden bal i wiem, że choćbym wypiła teraz butelkę wódki (albo na tym balu), to i tak nie będę w stanie się upić. Łzy lecą mi po policzkach, więc wiem, że będę wyglądać fatalnie. Z opuchniętymi po przepłakanej nocy oczami i teraz puchnącymi na nowo.

Nie chcę mi się już nawet opisywać kolejnych znalezisk na T oraz historii otrzymywania wiadomości w coraz rzadszych odstępach. Nie chcę mi się na nowo wymieniać, ile to kolejnych par przemilczanych musiałam pousuwać, albo sama zostałam usunięta bez słowa.

Jest mi po prostu smutno.

Bo widzę, że jest we mnie coś, co odstrasza. Bo może jestem niewystarczająca? Bo może ten, czy tamten zajrzał na mojego Instagrama i uznał, że jestem za gruba? Bo może jestem zbyt wrażliwa – za wrażliwa, by ktoś mógł to zaakceptować? Bo może jestem w ogólności zbyt dziwna? Bo to może przez tę moją pojebaną historię, bagaż doświadczeń, rozwód i dziecko jestem zbyt trudna? Bo pewnie jestem już za stara? Bo może mam zbyt duży temperament? Albo zbyt mały. Bo to, bo tamto. Bo ciągle jest coś. Ciągle.

Zastanawiam się tylko, jak to się dzieje, że ludzie wchodzą w szczęśliwe związki. Według mojego doświadczenia i pasma niekończących się porażek uważam, że trzeba mieć szczęście, co najmniej takie samo, jak wygrana w totolotka, aby znaleźć tę właściwą osobę. To z kolei składania mnie do refleksji – czy aby na pewno ci wszyscy ludzie w związkach, których widzę wokół, są rzeczywiście szczęśliwi i dopasowani?

Aj, nawet pisanie mi dziś ciężko idzie. Robię literówkę za literówką. To takie do mnie niepodobne.

Duchy. Taki sobie nadałam temat. Duchy, które nie odpisują. Duchy, które odpisują coraz rzadziej. Duchy, które nigdy nie napiszą. I duchy z przeszłości, które ciągle każą mi myśleć, że jestem gorszym sortem.

Uniwersum T, to ostatni krąg piekła. Ale jeśli się z tego wyjdzie, to wyjdzie się silniejszym niż kiedykolwiek. A ja chyba właśnie przechodzę kolejny upgrade swoich granic i podnoszę poprzeczkę jeszcze wyżej.

A teraz jadę na bal.

Pa, pa, duchy motyli!

Verified by MonsterInsights