Magiczne Południe: część druga
Poranek rozpoczęłam od marokańskiego dobra narodowego, jakim jest zielona herbata z miętą i toną cukru. Parzona w pięknym, srebrnym imbryku i nalewana rytualnie z góry do malutkich szklaneczek. Ja niczego nigdy nie słodzę, ale ta…
Magiczne Południe: część pierwsza
No i co, no i co, no i co? Ja miałabym nie pojechać do Maroka? Ja? Serio? Oczywiście, że pojechałam! Musiałam wziąć na klatę konsekwencje swojego pijaństwa, wyjść ze strefy komfortu, pokonać strach, który jest…
Retrodegradacja
Budzik nie zadzwonił. Otwieram oczy. Jest dziewiąta trzydzieści. Za pół godziny pierwsze spotkanie w pracy. Teraz to już musi być zdalna. Czy ja ten budzik w ogóle nastawiałam? A może nastawiłam i nie zadzwonił? A…